Dramat kierowcy. Półmaraton Warszawski odebrał mu wolność

Paweł Banaszczyk
31 marca 2025, 10:25 • 1 minuta czytania
Pan Damian myślał, że to będzie niedziela jak każda inna – wsiądzie do samochodu, pokręci się po mieście, aż znajdzie kawiarnie z darmowym parkingiem i po godzinie wróci do domu, aby oglądać seriale. Nie wiedział jeszcze, że Warszawa ma dla niego inne plany. O godzinie 9:00 stała się areną biegu ku zagładzie jego niezależności.
Canva
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

– To jakiś absurd! Chciałem tylko podjechać do piekarni, a tu wszędzie bariery, policja, ludzie w obcisłych gaciach! Jakim prawem odbiera mi się podstawowe prawa obywatelskie?! – żali się Damian, który w korku spędził aż 17 minut, zmuszony do oglądania pop***onych ludzi poruszających się na własnych nogach.


Chociaż utrudnienia na drogach trwały od 9:00 do popołudnia, to Damian czuje, że długo będzie wspominał ten czas. 

– To było jak stan wojenny, dosłownie. Ci biegacze to to samo co czołgi na ulicach, a my mamy siedzieć w domu?! – krzyczał rozsierdzony. – Poza tym jezdnie są od jeżdżenia, chodniki od chodzenia, a od biegania są bieżnie. Bóg tak stworzył świat i nie wyjdzie nic dobrego z łamania tego porządku.

Partnerka pana Damiana, Marta, zasugerowała mu, że mógłby też skorzystać z komunikacji miejskiej lub przejść się na piechotę, lecz to także mu się nie spodobało.

 – Jeszcze tego brakowało – odparł. – A potem co, mam zacząć jeść sałatę i wsiąść na rower?! Zacznij myśleć!

Według nieoficjalnych informacji, pan Damian planuje złożenie petycji o zakaz organizowania maratonów w promieniu 100 km od jego garażu.

To jest ASZdziennik, wszystkie wydarzenia i cytaty zostały zmyślone.