Rząd zgadza się na wymordowanie 210 tys. dzików. I każdego, kogo łatwo pomylić z dzikiem

Mariusz Ciechoński
Minister środowiska podjął decyzję. Uważa, że najlepszym sposobem walki z afrykańskim pomorem świń jest wybicie dzików. Ilu? Wszystkich.
Fot. 123rf.com / Wikimedia Commons
W styczniu Polski Związek Łowiecki zaplanował trzy terminy "masowych i zsynchronizowanych" polowań w całej Polsce. Ma w nich zginąć nawet 210 tysięcy zwierząt. I dla pewności do kilkudziesięciu tysięcy osób, które mogą myśliwym przypominać dziki.

Portal OKO.Press dotarł do dokumentu Ministerstwa Środowiska, w którym jest mowa o "maksymalnym obniżeniu liczebności populacji" dzików. A maksymalne obniżenie liczebności populacji oznacza docelowo zero dzików w kraju.

Aby osiągnąć ten cel, minister środowiska Henryk Kowalczyk zarządził, że myśliwi nie mogą pomijać warchlaków, samic w ciąży, ale też grzybiarzy, rowerzystów i każdego, kto jest choć odrobinę podobny do dzika.


– Wymordowanie całego gatunku na terenie dużego kraju jest ambitnym zadaniem – mówi. – Nie możemy ryzykować, że się nie powiedzie, bo ktoś się zawaha przez strzałem, bo jest tylko na 60% pewny, że cel jest zwierzęciem, a nie np. dzieckiem.

Ekolodzy radzą, że jedynym sposobem uniknięcia rzezi dzików jest maksymalne obniżenie liczebności populacji myśliwych i ministrów środowiska.
To jest ASZdziennik, ale plan masowego wymordowania dzików w Polsce nie został zmyślony.