CANVA

Informatyk Łukasz postanowił stworzyć wirtualne awatary swoich rodziców, by uzyskać od nich wsparcie, jakiego zawsze potrzebował. Niestety, po raz kolejny technologia okazała się zawodna.

REKLAMA

Deepfake – czyli sztuczna inteligencja do tworzenia fałszywych filmów – jest coraz częściej wykorzystywana do nieetycznych celów. Dzięki niej można zobaczyć niemożliwe – np. spotkanie Adama Małysza z Martinem Luther Kingiem albo członków Ordo Iuris gadających z sensem. Do niecodziennego wykorzystania tej technologii przyznał się niedawno gdańszczanin Łukasz. Postanowił stworzyć cyfrowe wersje swoich rodziców, którzy wspieraliby jego decyzje i byli oparciem w trudnych momentach. – Nauczenie sztucznej inteligencji ich głosów i mimiki zajęło mi zaledwie kilka godzin – mówi nam z uśmiechem Łukasz. – Ale kiedy w końcu włączyłem program, doszło do rzeczy strasznych. Od razu po przyjściu na świat deepfake'owi rodzice zaczęli zadawać pytania dotyczące nowego hobby ich syna. – Co to jest ten deepfake? Będą z tego pieniądze jakieś? - fala pytań zalała mieszkanie Łukasza. – Ale to na umowę to robisz czy na śmieciówkę? – Chyba wolałbym usłyszeć prawdziwe krytyczne uwagi moich rodziców zamiast tych deepfejkowych – powiedział z rozczarowaniem 28-latek. – Teraz oprócz bałaganu w swoim życiu przyłożyłem się jeszcze do powstania bałaganu informacyjnego. Skołowany Łukasz postanowił więc wyłączyć swoich nowych rodziców i nawiązać lepsze relacje z tymi prawdziwymi. – Trochę o tym pomyślałem i doszedłem do wniosku, że przecież moi rodzice się po prostu o mnie martwią – kończy z uśmiechem 28-latek. Niestety, okazało się, że rodzice Łukasza nie mają teraz dla niego czasu. Stworzyli jego deepfejka, który dzwoni do nich codziennie, nie zapomina o urodzinach babci i z cierpliwością pomaga im podłączyć drukarkę.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.