Gorsi niż Blanka Lipińska. Przeczytaj "366 dni" i zapłacz:)

Fot. Mariusz Ciechoński / ASZdziennik
W ubiegłym tygodniu przedstawiliśmy wam pierwszą część naszej rewolucyjnej powieści pt. “366 dni”. Jest o tym samym, co książki Blanki Lipińskiej (piękna Polka, przystojny mafioso, uprowadzenie, gorący seks i brutalna siła), tylko trochę w drugą stronę. Bo tym razem (używając stosownej metafory), to kobieta jest na górze.


W pierwszym odcinku władcza, groźna i piękna potentatka przetwórstwa warzywnego porywa seksownego Włocha, którego wypatrzyła na lotnisku. Wiedziała, że to on, ponieważ już dawno wyśniła go w wizji, którą miała, będąc w śpiączce. Teraz Federico leży w jej domu, przywiązany do łóżka, i już niebawem dowie się, co go spotka...

Całość pierwszej części przeczytacie tutaj, a teraz zapraszamy na drugą. Dziękujemy za wszystkie inspirujące sugestie dotyczące dalszej fabuły. Bez was by tego nie było!


366 dni. Konfrontacja

Budził się.

Obserwowałam go, siedząc na designerskim fotelu Royal Chair, ubrana w szorty od Isabel Marant, kozaki od Balenciagi i biały T-shirt, który też był bardzo drogi, a do tego super opinał mi cycki. Czekałam, aż piękny brunet zorientuje się w swojej nowej sytuacji, a w jego oczach pojawi się to, co najbardziej lubiłam u mężczyzn: strach.

– Gdzie ja jestem? – zapytał z przerażeniem po włosku, próbując jednocześnie poruszyć rękami i nogami. Wiedziałam, o co pyta, bo znałam wszystkie języki jak native speaker – tak trzeba, jeśli zajmujesz się handlem międzynarodowym. Do Włoch lubiłam jeździć po warzywa i po piękne wspomnienia. Do dziś pamiętam, jak w pewnej szklarni skrępowałam dwóch rolników linkami do wiązania pomidorów, a potem po kolei siadałam im na twarzy.


– Nawet nie próbuj – odpowiedziałam swoją piękną angielszczyzną z oksfordzkim akcentem. – To są porządne węzły żeglarskie. Jak będziesz się miotał, zaczną się zaciskać jeszcze bardziej. A chyba nie chcemy, żeby odcięły ci dopływ krwi do rąk i nóg, prawda?

Tak naprawdę zależałoby mi na dopływie krwi tylko w jedno konkretne (bardzo konkretne!!!) miejsce jego ciała. Ta myśl mnie podnieciła. Momentalnie zrobiłam się tak mokra, że siedzenie fotela Royal Chair zwilgotniało, a trochę zaczęło też kapać na podłogę.

– Kim pani jest i co ja tu robię? Moi ludzie już się z panią policzą – szamotał się tymczasem na łóżku mój Włoch. Wrrrr, ty ogierze, już ja zrobię z tobą porządek.

– Mam na imię Luiza i jestem liderką branży przetworów na Europę, więc nawet nie zaczynaj mówić o swoich ludziach, bo wszyscy rolnicy tego kraju stoją za mną murem i zrobią wszystko, co każę – odparłam chłodno (i zgodnie z prawdą). Na wieść o potędze polskiego rolnika na twarzy bruneta po raz drugi tego dnia odmalował się lęk.

– Będziesz moim gościem przez najbliższy rok – poinformowałam. – Jeśli po upływie 366 dni nie zakochasz się we mnie i będziesz chciał odejść, będziesz wolny.

– Nie spędzę tutaj roku. Nie ma mowy! – zaczął brunet, a ja pomyślałam, że przydałoby mu się trochę ogłady. Wolno podeszłam do łóżka, zostawiając mokrą strużkę na podłodze, i zrobiłam to, na co miałam ochotę od początku: zaczęłam go dotykać dokładnie w miejscu, gdzie pod garniturowymi spodniami krył się jego cudowny kutas. Tak dobrze znałam ten kształt z mojej wizji, że mogłabym rysować go z pamięci. (I nawet kiedyś narysowałam, w formacie 3 x 5 metrów.)

– Przestań! Nie! Zostaw mnie! – wołał Federico, ale już ja wiedziałam, że mu się podoba. Nie minęło pół minuty dobrze stopniowanego mocnego dotyku, a już patrzył mi na cycki – bo przecież nie w oczy – maślanym wzrokiem. Wiedziałam, że protestuje tak sobie, dla sportu, a tak naprawdę ma ochotę, żebym nabiła się na niego i wzięła go tak, jak mi się podoba.

(Drogie panie, pamiętajcie: każdy mężczyzna, nieważne jak wygadany i niezależny, od czasu do czasu po prostu chce się poczuć waszą małą bezwolną laleczką.)

Ja też miałam na niego ochotę, no ale co, nie mogliśmy jeszcze skonsumować znajomości, bo książka by była za krótka. Już mówiłam, że umiałam pisać i znałam się na kompozycji?

– Bardzo chcę teraz na tobie usiąść, ale to się nie stanie – warknęłam władczo, zwalniając nacisk. – Jeśli będziesz chciał uprawiać ze mną seks, będziesz musiał sam do mnie przyjść.

– Jak mam przyjść, skoro mam przywiązane ręce i nogi? – zapytał mój brunet, starając się maskować to, że dyszy z podniecenia. W sumie zadał logiczne pytanie. Ale nie podobało mi się, że dalej szarpał się w więzach, jakby chciał się uwolnić.

– Zaraz stąd wyjdę, a wtedy moi ludzie cię odwiążą – powiedziałam chłodno. – Obok pokoju masz łazienkę, a w garderobie znajdziesz ubrania, które będą ci potrzebne.

Jeszcze raz zmierzyłam jego krocze zimnym spojrzeniem, jakbym oceniała okaz marchwi czy cukinii i nie chciała pokazać hurtownikowi, że jest dorodna i bardzo mi się podoba. Krnąbrnemu brunetowi należała się lekcja.

– Spotkamy się dzisiaj na kolacji. Jak już się uspokoisz.

A potem zatrzasnęłam za sobą drzwi.

***

Co zrobi piękny Włoch po oswobodzeniu z więzów? Jak skończy się wspólny posiłek Luizy i Federica? Czy zdążą w ogóle coś zjeść, zanim wczepią się zachłannie w swoje ciała? Pomóżcie nam ułożyć kolejny rozdział ich historii! Zapraszamy do pisania, co powinno stać się w następnym odcinku.

Bo bez was nikt się nie dowie, dokąd zawiedzie ich noc.

To jest ASZdziennik. Wszystko zostało, oczywiście, zmyślone.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

DZIEJE SIĘ

0 0Piękny gest Dudy wobec Trumpa. Na pocieszenie po Grenlandii podarował mu Podlasie
0 0Desperacja lasu w Amazonii. Zbudował sobie katedrę z Notre Dame, żeby świat przejął się pożarem
FEST FESTIVAL 0 0Alarm smogowy dla Śląska odwołany. Siwy dym to tylko efekt wizyty Wu-Tang Clanu w Polsce
0 0Dramat Margaret. Chciała wystąpić z Kościoła, zapomniała, że tu jest Polska [7 REAKCJI]
0 0Drama roku, o którą nikt nie prosił, ale... Oto Marta Linkiewicz vs. dziennikarz Canal+ (w Warsie) [CYTATY]
TYSKIEPartnerem materiału jest 0 0Rozbicie dzielnicowe nad Bałtykiem. Pod nieobecność ojca synowie podzielili plażę pod jego parawanem
#PawłowiczFree 0 0ASZdziennik oficjalnie serwisem wolnym od Pawłowicz. Nigdy już o niej od nas nie usłyszycie