
Emeryt z gdańskiego blokowiska co sobotę zaczyna remont z dokładnością do sekundy. Sąsiedzi nastawiają budziki na 7:58, żeby zdążyć obudzić się przed nim.
Pan Henryk mieszka na czwartym piętrze bloku przy al. Rzeczypospolitej od 1979 roku. Remont przedpokoju zaczął w 2019 roku i według jego wyliczeń skończy go za dwa lata, bo regulamin spółdzielni pozwala na głośne prace wyłącznie w soboty od 8:00 do 14:00.
– Nie jestem barbarzyńcą. O 7:59 nie wiercę. O 7:59 przykładam wiertło do ściany i czekam – tłumaczy. Zegar w kuchni pan Henryk co tydzień synchronizuje z sygnałem radiowym, a w zeszłym roku dokupił drugi, na baterie, „na wypadek awarii prądu albo dyskusji”.
Sąsiedzi przyzwyczaili się do sobotniego rytmu. Pani Ewa z mieszkania obok nastawia budzik na 7:58, żeby obudzić się sama, a nie przez wiertarkę. – To kwestia godności – mówi.
Spór dotyczy jednak jednej minuty. Część mieszkańców twierdzi, że zegar na klatce schodowej spieszy się o 40 sekund. Pan Henryk uważa, że zegar na klatce nie ma mocy prawnej. Pracownik administracji, który prosi o anonimowość, przyznaje, że w tej sprawie do spółdzielni wpłynęło już 17 pism. Spółdzielnia rozpatruje je wyłącznie w dni powszednie, czyli wtedy, gdy pan Henryk akurat nie wierci.
Sąsiedzi znaleźli jednak sposób. Od października pani Ewa o 7:59 włącza odkurzacz. Regulamin nie wymienia odkurzaczy.
Pan Henryk odpowiedział w zeszłą sobotę. O 14:00 odłożył wiertarkę, a o 14:01 zaczął szlifować ścianę ręcznie. Jak tłumaczy, papieru ściernego regulamin również nie wymienia.
