
Widoczność spadła do kilkunastu metrów. Emeryt rozpoznaje klatki po zapachu obiadu, ale mgła rozmywa także zapachy.
Wyż, który w tym tygodniu objął Europę, przyniósł nad Polskę gęste mgły. Najgorzej jest na osiedlach z wielkiej płyty, gdzie bloki są do siebie podobne także bez mgły. Pan Jerzy z Łowicza, emeryt, od wtorku wraca z zakupów do niewłaściwej klatki.
– Wychodzę po chleb, skręcam przy drzewie, idę prosto i na schodach okazuje się, że to nie moje. Mieszkańcy są już przyzwyczajeni. Pani z parteru daje mi herbatę i pokazuje, w którą stronę mam iść – opowiada.
W środę pan Jerzy zastosował metodę zapachową. Każda klatka na jego osiedlu pachnie inaczej, a jego klatka pachnie kapustą z kiełbasą. Niestety w mgle zapach kapusty roznosi się na odległość kilkudziesięciu metrów, więc rozpoznał trzy klatki jednocześnie i wszedł do czwartej.
Zarządca osiedla, który prosi o anonimowość, przyznaje, że problem jest znany. – Mgła występuje co roku, ale numery na blokach są małe i w ostatnich latach zarosły bluszczem. Planujemy oznakowanie świetlne. Wniosek o lampki musi jednak przejść przez zebranie mieszkańców, które z powodu mgły nie może się zebrać – mówi.
Pan Jerzy nie narzeka. Jak wylicza, w ciągu trzech dni poznał osiem rodzin, a dwie zaprosiły go na niedzielny obiad. Pod warunkiem, że trafi.
