Polna droga i dom na wsi jesienią
Sena / Pexels

Rada sołecka mazurskiej wsi wysłała ofertę do ambasady i dwóch ministerstw. Do pisma dołączono zdjęcia świetlicy i zapewnienie, że sklep jest otwarty do 21.

REKLAMA

Uchwałę podjęto we wtorek wieczorem, gdy tylko w telewizji podano, że w Warszawie rozmawiano o stałej obecności amerykańskich żołnierzy. Za głosowało siedmiu członków rady sołeckiej. Wstrzymał się pan Ryszard, który na pole po kukurydzy chciał jeszcze w tym sezonie wjechać z obornikiem.

– Patrzymy realnie. Mamy wszystko, czego potrzebuje nowoczesna armia. Jest remiza z garażem na dwa wozy, boisko z bramkami i przystanek PKS, który już nie jest potrzebny, bo autobus nie jeździ – wylicza sołtyska, pani Grażyna. – Jest też parking pod kościołem. W tygodniu stoi pusty.

Oferta liczy 14 stron. Wieś deklaruje m.in. udostępnienie świetlicy na kino, gotowość koła gospodyń do opracowania pierogów z wołowiną mieloną „po teksasku” oraz przemalowanie wiaty przystankowej w gwiazdy. W załączniku znalazła się lista mieszkańców mówiących po angielsku. Jest na niej jedna osoba, wnuczka pani sołtys, która studiuje w Olsztynie.

– Rozmawialiśmy o tym pod sklepem. Obawy są tylko co do muzyki. Słyszeliśmy, że oni mają bardzo głośne te grille – mówi pan Edward, emeryt.

Pracownik urzędu gminy przyznaje, że to już czwarte takie zgłoszenie od wtorku. – Jedna wieś zaoferowała budynki po PGR-ze, inna staw z karpiami. Najwyżej oceniamy ofertę miejscowości, która obiecała, że jak przyjadą Amerykanie, to w końcu naprawi drogę.

Na odpowiedź sołectwo czeka od środy. Na wszelki wypadek nad remizą zawisł już transparent „Welcome”, poprawiony po dwóch dniach z „Welcom”.