Puste krzesła w ciemnej sali
Paweł L. / Pexels

Zarządca bloku przy Kondratowicza uznał za ważne zebranie, na którym obecna była jedna osoba. Wszystkie uchwały przeszły jednogłośnie.

REKLAMA

Do zdarzenia doszło we wtorek wieczorem w świetlicy bloku nr 14. Na zebranie wspólnoty, które miało zdecydować o malowaniu klatek i przyszłości suszarni na ósmym piętrze, przyszła wyłącznie pani Halina z mieszkania 47. Zarządca uznał, że to wystarczy.

– Regulamin mówi o obecności dwóch trzecich właścicieli. Nie mówi jednak, dwóch trzecich czego – tłumaczy pracownik firmy administrującej budynkiem, który prosi o zachowanie anonimowości. – Pani Halina jest właścicielką mieszkania, piwnicy i komórki lokatorskiej. Trzy tytuły, z czego dwa obecne. Dla nas to są dwie trzecie.

Do kworum doliczono również lokatorów „obecnych duchem”, czyli tych, którzy nie zerwali ogłoszenia z tablicy na klatce, a także pana Zenona z parteru, który słyszał zebranie przez ścianę. Mieszkańców, których nie było w domu od tygodnia, uznano za nieistniejących, co podniosło frekwencję do 100 proc.

Pani Halina przyjęła wszystkie uchwały jednogłośnie. Suszarnia na ósmym piętrze zostanie przekształcona w jej pracownię wekowania, klatki pomalowane na kolor „brzoskwinia jesienna”, a miejsce przed śmietnikiem zarezerwowane dla srebrnego opla astry.

– Nie rozumiem, o co ten hałas. Kto przychodzi, ten decyduje – mówi pani Halina. – Pozostali mogą złożyć odwołanie. Do mnie.

Mieszkańcy, którzy nie zdążyli na zebranie, zapowiadają zwołanie własnego, równoległego zgromadzenia wspólnoty w pralni. Zarządca już uprzedził, że jego uchwał nie wywiesi w gablocie, bo kluczyk do gabloty ma pani Halina.

Spór ma rozstrzygnąć nadzwyczajne zebranie w przyszłym tygodniu. Zwołano je na godzinę, której nikt poza panią Haliną nie zna.