
Siedem osób degustuje rogale od rana. Zgodność ocen wynosi zero, a zapasy maleją szybciej niż liczba zastrzeżeń.
Piekarnia pod Poznaniem powołała w poniedziałek siedmioosobową komisję do oceny rogali świętomarcińskich przed zbliżającym się 11 listopada. W jej skład weszli właściciel, dwie ekspedientki, ciastkarz, zaprzyjaźniony polonista, listonosz oraz pani Wanda, która, jak twierdzi, zna się na rogalach od pokoleń.
– Pierwszy rogal dostał 8 punktów. Drugi, z tej samej blachy i według tej samej receptury, dostał 5. Trzeci trafił do protokołu z adnotacją „do wyjaśnienia”, bo komisja nie ustaliła, czy jest za duży, czy reszta była za mała – mówi właściciel.
Komisja nie przyjęła wspólnych kryteriów. Ciastkarz patrzy na przekrój, listonosz na wagę, a polonista sprawdza, czy rogal ma w sobie coś z dziewiętnastego wieku. Pani Wanda ocenia wyłącznie zapach i za każdym razem stwierdza, że pachnie jak u jej babci. Babci nikt z komisji nie znał.
Dr Hieronim Maślany z Instytutu Cukiernictwa Porównawczego uważa metodę za prawidłową. – Rogal to produkt o wysokiej liczbie zmiennych. Jeśli siedem osób wystawia siedem różnych ocen, oznacza to, że rogal jest prawdziwy. Problem pojawiłby się dopiero przy zgodności – mówi.
Jedna z ekspedientek, która prosi o anonimowość, przyznaje, że komisja jest skuteczna w jednym obszarze. – Od poniedziałku z gabloty zniknęło osiemdziesiąt rogali. Nie sprzedaliśmy jeszcze żadnego – mówi.
Wyniki mają zostać ogłoszone 10 listopada. Do tego czasu komisja obraduje codziennie od 7:00 do wyczerpania zapasów. Protokół z pierwszych posiedzeń liczy czternaście stron, z czego jedenaście to wnioski o dokładkę.
