
Urządzenie skanowało opakowanie czterdzieści sekund i wyświetliło komunikat „spróbuj ponownie jutro”. Klient próbował codziennie przez cały tydzień.
Pan Bronisław z Radomska, emerytowany tokarz, przez dwa tygodnie zbierał w piwnicy butelki po napojach. W ubiegły poniedziałek zaniósł do marketu torbę z trzydziestoma sztukami i zaczął od tej, która trzymała się najlepiej.
– Automat ją obejrzał, poobracał i wypluł. Na ekranie napisał, że opakowanie jest zbyt zmęczone i żebym spróbował jutro. Butelka nie była zmęczona. Dwa tygodnie odpoczywała w piwnicy – mówi pan Bronisław.
Z dwudziestu dziewięciu pozostałych butelek urządzenie przyjęło cztery. Odrzuciło między innymi sztukę z lekko wygiętą etykietą oraz taką, która według pana Bronisława „wyglądała normalnie, tylko stała w cieple”. Za nim ustawiło się jedenaście osób, z których dwie zaczęły wspierać automat radami.
Kierownik sklepu, który prosi o anonimowość, przyznaje, że problem jest znany. – Automat jest wrażliwy. Jak butelka przyjdzie w złym humorze, nie przyjmie. Mamy na to procedurę: klient wraca następnego dnia. Czasem pomaga – mówi.
Pan Bronisław wrócił we wtorek, środę i czwartek. W piątek przyniósł butelki w pudełku po butach, wyłożonym ręcznikiem, żeby nie zmarzły po drodze. Automat przyjął trzy. Na wydruku pojawiło się 1,50 zł zwrotu kaucji i podziękowanie za dbanie o planetę.
Dojazdy do marketu kosztowały go w tym czasie 31 zł. Pozostałe butelki pan Bronisław trzyma w piwnicy, pod kocem. Kierownik zapewnia, że automat przyjmie je bez problemu, gdy tylko poczują się lepiej.
