Dwa garnki na płycie kuchennej
Jaycee300s / Pexels

Babcia Irena uchyliła wszystkie dotychczasowe upoważnienia do mieszania w garnku. Babcia Stefania uznała jej zarządzenie za nieistniejące i wydała własne.

REKLAMA

W domu rodziny spod Kutna od soboty obowiązują dwa zarządzenia w sprawie organizacji obiadu po niedzielnej wizycie na cmentarzu. Wydały je dwie babcie, z których każda uważa się za jedyną osobę uprawnioną do kierowania kuchnią. Domownicy dowiedzieli się o obu z kartek przypiętych magnesami do lodówki, jedna nad drugą.

Spór wybuchł w dniu, w którym w Trybunale Konstytucyjnym pojawiły się konkurencyjne zarządzenia w sprawie organizacji jego pracy. – Babcia Irena obejrzała wiadomości i jeszcze tego samego wieczoru wydała zarządzenie nr 1/2026. Uchyliła w nim wszystkie dotychczasowe upoważnienia do mieszania w garnku i zaleciła pozostałym domownikom gotowanie poza siedzibą, czyli u sąsiadki – opowiada pan Paweł, wnuk.

Babcia Stefania uznała zarządzenie za nieistniejące, ponieważ spisano je na odwrocie kartki z kalendarza z 2024 roku. W odpowiedzi wydała własne, oznaczone numerem 1/2026 bis. Przypomniała w nim, że od 1987 roku rosół na Wszystkich Świętych gotuje ona, a babcia Irena odpowiada za kompot.

W niedzielę rano na kuchence stały dwa garnki rosołu, a na stole dwie miski ziemniaków i dwa komplety sztućców. Dziadek Józef, który od lat nie zabiera głosu w sprawach kuchni, zjadł śniadanie w garażu. Pytany, którą babcię uznaje, odpowiedział, że uznaje kompot.

Sąsiadka, u której część rodziny miała gotować poza siedzibą, prosi o niepodawanie nazwiska. – Przyszli do mnie o ósmej rano z ziemniakami. Powiedziałam, że nie mam upoważnienia do obierania. Pokazali kartkę z lodówki i weszli – mówi.

Obiad podano o 15:00, w dwóch pokojach jednocześnie. Wnuki, żeby nikogo nie urazić, zjadły oba i dwa razy pochwaliły rosół. Spór ma rozstrzygnąć zebranie całej rodziny w Wigilię, ale obie babcie już zapowiedziały, że przyjdą z własnym opłatkiem.