Stetoskop i notes na drewnianym biurku
Tima Miroshnichenko / Pexels

Na debatę zarejestrowało się około 400 osób. Najwięcej konkretów padło jednak nie na sali, tylko przy automacie z kawą, gdzie uczestnicy łapali lekarzy z własnymi dolegliwościami.

REKLAMA

W piątek w Sejmie odbyła się pierwsza Narodowa Debata o Zdrowiu. Zarejestrowało się na nią około 400 osób, w tym przedstawiciele organizacji pacjenckich, szpitali i związków zawodowych medyków oraz rektorzy uczelni medycznych. Celem spotkania było wypracowanie długoterminowych rozwiązań dla systemu ochrony zdrowia.

Najbardziej wydajną częścią debaty okazały się przerwy. Pan Andrzej, kardiolog z Łodzi, który przyjechał wygłosić siedmiominutowe wystąpienie o profilaktyce, obejrzał w kuluarach 23 znamiona, jedno kolano i trzy wydruki morfologii, w tym jeden z 2017 roku.

– Podszedłem do automatu po kawę. Zanim ją odebrałem, ktoś już podwijał rękaw. Tłumaczyłem, że jestem kardiologiem, ale usłyszałem, że skóra też jest ukrwiona, więc to moja działka – mówi lekarz. Kawę wypił dopiero w pociągu powrotnym.

Pani Elżbieta z Pabianic, przedstawicielka jednego ze stowarzyszeń pacjentów, nie widzi w tym nic dziwnego. – Na endokrynologa czekam do 2028 roku. Tu w jednym budynku było kilkudziesięciu specjalistów i żaden nie miał kolejki. Byłoby nieodpowiedzialne nie skorzystać – tłumaczy. Zdążyła skonsultować tarczycę, kręgosłup i pieprzyk męża, którego zdjęcie przywiozła w telefonie.

Pracownik Kancelarii Sejmu, który prosi o anonimowość, przyznaje, że organizatorzy nie przewidzieli skali zjawiska. – Około południa ktoś przykleił na drzwiach jednej z sal kartkę „Gabinet zabiegowy”. Zdjęliśmy ją, a po kwadransie wisiała znowu, tym razem z godzinami przyjęć – mówi.

Część uczestników uznała, że w kuluarach udało się to, czego system nie potrafi od lat. Pacjent trafiał do specjalisty w ciągu kilku minut, bez skierowania, bez rejestracji telefonicznej i bez wychodzenia z budynku.

Według zapowiedzi spotkanie ma zapoczątkować dalsze prace nad zmianami w ochronie zdrowia. Pan Andrzej zgłosił się już na kolejne. Poprosił tylko, żeby jego wystąpienie zaplanować na czas przerwy. Na sali i tak nikogo wtedy nie będzie, a w kuluarach ma już pełny grafik.