Dłonie seniorki trzymające smartfon
Kampus Production / Pexels

Projekt trafił do planu prac rządu, a w rodzinach zaczęła się cicha migracja kont. Pani Urszula od tygodnia jest twórczynią internetową, choć nadal nie wie, czym jest rolka.

REKLAMA

Resorty cyfryzacji i edukacji wnioskowały w zeszłym tygodniu o wpisanie do planu prac rządu projektu, który ma ograniczyć dostęp do mediów społecznościowych dzieciom poniżej 15. roku życia. Trzynastoletni Antek z Zabrza nie czekał na uchwalenie ustawy i od razu przeniósł swoją działalność na konto babci.

– Babcia założyła konto w 2019 roku, żeby oglądać zdjęcia wnuków. Ma prawdziwą datę urodzenia, dowód osobisty i ponad pięćdziesiąt lat zapasu do każdego limitu wiekowego. To najbezpieczniejsze konto w rodzinie – tłumaczy Antek.

Profil pani Urszuli przeszedł w ciągu tygodnia gruntowną zmianę. Zdjęcia storczyków i życzenia imieninowe zastąpiły nagrania z gier, ranking chipsów i relacje z przerwy na boisku. Konto obserwuje dziś ponad 40 tys. osób, w większości w wieku od 12 do 14 lat, prowadzących konta swoich dziadków.

Pani Urszula przyjmuje sukces ze spokojem. – Sąsiadka mówi, że jestem influencerką. W sklepie pani przy kasie poprosiła mnie o wspólne zdjęcie. Antek mówi, że w przyszłym tygodniu mam współpracę z napojem energetycznym. Zgodziłam się, ale zaznaczyłam, że po 16:00 nie piję nic oprócz rumianku – mówi.

Nauczycielka z zabrzańskiej podstawówki, która prosi o niepodawanie nazwiska, potwierdza, że zjawisko jest powszechne. – Na zebraniu zapytałam, kto ma konto na TikToku. Ręce podniosło czterech dziadków i jedna prababcia. Dzieci siedziały z założonymi rękami i patrzyły w okno – mówi.

Pani Urszula ma tylko jeden problem. Od tygodnia nie może dodzwonić się do wnuka, bo jest zajęty prowadzeniem jej profilu. Najszybciej odpowiada w komentarzach.