
Specjalista od rozliczeń z Poznania przez cztery lata pilnował, żeby zarabiać 119 900 zł rocznie. Teraz może dostać więcej, ale niepokoi go nowa stawka 24 proc.
Pan Waldemar z Poznania, specjalista do spraw rozliczeń w firmie logistycznej, złożył w piątek wniosek o podwyżkę w wysokości 10 tys. zł rocznie. To jego odpowiedź na czwartkowe głosowanie w Sejmie, w którym posłowie zdecydowali o podniesieniu progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł od 2027 roku.
Od 2022 roku pan Waldemar odmawiał wszystkich podwyżek. Był przekonany, że po przekroczeniu progu cała jego pensja zostanie opodatkowana stawką 32 proc. – Szef proponował mi więcej co roku i za każdym razem tłumaczyłem mu, że mnie na to nie stać. W 2024 roku oddałem premię, a w 2025 poprosiłem o obniżkę o 300 zł, bo kalkulator pokazywał, że zbliżam się do granicy – mówi.
Spokój zakłóciła mu jednak nowa stawka. Zgodnie z ustawą dochody od 130 do 150 tys. zł mają być opodatkowane stawką 24 proc., a dopiero nadwyżka ponad 150 tys. zł stawką 32 proc. – Wcześniej miałem jedną przepaść, teraz mam dwie. Wyliczyłem, że bezpiecznie mogę zarabiać 129 999 zł. Złotówka różnicy to moja poduszka finansowa – tłumaczy.
Urzędniczka z poznańskiego urzędu skarbowego przyznaje, że podobne pytania wpływają regularnie. – Tłumaczymy, że wyższą stawką objęta jest tylko nadwyżka ponad próg. Część podatników nam nie wierzy. Uważają, że skarbówka chce ich w ten sposób namówić do zarabiania więcej – mówi.
Dr Bożena Ulga z Instytutu Progresji Odczuwalnej szacuje, że w Polsce żyje kilkaset tysięcy osób, które zarabiają mniej, niż mogłyby, z obawy przed progiem. – To najbardziej lojalna grupa podatników w kraju. Nie kombinują, nie wyjeżdżają i nie podważają systemu. Po prostu nie biorą pieniędzy. Stawka pośrednia może ją podzielić na tych, którzy boją się 24 procent, i tych, którzy boją się 32 – ocenia.
Szef pana Waldemara zgodził się na podwyżkę od stycznia. Zaproponował też, żeby w ramach rekompensaty wypłacić mu jednorazowo wszystkie odrzucone podwyżki z ostatnich czterech lat. Pan Waldemar poprosił o rozłożenie ich na raty. Według jego wyliczeń ostatnia wpłynie na konto w 2041 roku, o ile Sejm do tego czasu nie zmieni progów.
