
Dziś słońce zajdzie tam kilka minut po 16:00. W hotelach brakuje pokoi z oknem na zachód, a w sklepach świeczek o zapachu dyni.
Od soboty do Suwałk przyjeżdżają grupy jesieniar z całej Polski. Powodem jest zmiana czasu na zimowy, po której zmrok zapada w regionie najwcześniej w kraju. Dziś słońce zajdzie tu kilka minut po 16:00, kilkanaście minut wcześniej niż w Warszawie i ponad pół godziny przed Szczecinem.
– Mamy obłożenie jak w sierpniu nad Wigrami. Goście pytają głównie o pokój z oknem na zachód, wełniany koc i o to, czy można palić świeczki w łazience – mówi recepcjonistka jednego z hoteli w centrum. W sklepach przy ulicy Kościuszki od soboty brakuje świec o zapachu dyni, cynamonu i „drewnianego domku”.
Pani Wiktoria z Krakowa przyjechała na tydzień i ma rozpisany plan dnia. O 15:30 latte z syropem dyniowym, o 15:50 koc, o 16:10 pierwsza świeczka, o 16:11 zdjęcie. – W Krakowie musiałabym czekać do wpół do piątej. To dwadzieścia minut jesieni dziennie, których nikt mi nie odda – tłumaczy.
Pan Czesław, który mieszka w Suwałkach od urodzenia, przyznaje, że nie rozumie zainteresowania. – Całe życie słyszałem, że mieszkamy na biegunie zimna i nikt tu nie chce przyjeżdżać. A teraz dwie panie w swetrach do kolan robią zdjęcie mojej wycieraczce, bo leży na niej liść – mówi.
Dr Lucyna Mrok z Instytutu Zmierzchu Stosowanego przewiduje, że ruch będzie rósł do grudnia. – Każdy dzień to kilka minut wcześniejszego zmroku. Zakładamy, że w okolicach przesilenia najbardziej zaangażowane jesieniary przeniosą się na Litwę, a stamtąd do Finlandii, gdzie przy dobrej pogodzie ciemno jest właściwie cały czas – ocenia.
Ratusz liczy, że przyjezdne zostaną na dłużej. Na ich prośbę miasto zgodziło się gasić latarnie w centrum o zmroku, bo psuły nastrój przy świeczkach. Na wypadek pierwszego śniegu, który na polskim biegunie zimna może spaść w każdej chwili, przygotowano plan awaryjny. Służby miejskie będą na bieżąco posypywać go liśćmi.
