Zapalone znicze na cmentarzu w dniu Wszystkich Świętych
SHOX ART / Pexels

Brak dodatkowego dnia wolnego sprawił, że branża zniczowa liczy straty. Producenci zapowiadają rekompensatę w postaci dłuższego knotu.

REKLAMA

Fakt, że w tym roku 1 listopada przypada w niedzielę, wywołał niepokój w branży zniczowej. Zakład produkcyjny spod Kielc poinformował, że brak dodatkowego dnia wolnego od pracy oznacza skrócenie sezonu o jeden pełny dzień palenia zniczy.

– Przy sobocie lub poniedziałku mamy dwa dni szczytu. W tym roku szczyt zmieści się w jednej niedzieli, między mszą a obiadem. To sytuacja, w której znicz nie ma kiedy się wypalić – mówi przedstawiciel zakładu.

Producent zapowiada rekompensatę. Znicze z tegorocznej partii otrzymały knot o cztery milimetry dłuższy, co ma pozwolić na świecenie przez 62 godziny zamiast deklarowanych 48. Różnicę kupujący mogą wykorzystać na przyszły rok.

Pan Henryk z Ostrowca Świętokrzyskiego, który co roku zapala trzydzieści siedem zniczy, już zmienił plan. – Zacząłem w środę. Do niedzieli zostało mi tylko stanie przy grobach i sprawdzanie, który jest jeszcze na chodzie – tłumaczy.

Dr hab. Marian Ciepły z Instytutu Termiki Społecznej zwraca uwagę na ryzyko kumulacji. – Gdy cała rodzina odwiedza cmentarz w ciągu jednej niedzieli, parking staje się nieruchomością o bardzo wysokiej wartości. Jedno miejsce przy bramie głównej jest w stanie zapewnić czterem pokoleniom wspólny temat do rozmów na rok – ocenia.

Rzecznik jednego z urzędów gminnych pod Kielcami zapowiada, że w niedzielę przy wejściu na cmentarz pojawi się tablica z numerem kolejki. – Prosimy o zapalanie zniczy według kolejności przybycia. Wiemy, że grób babci Zofii jest najczęściej odwiedzany, ale zasady są dla wszystkich – mówi.

Producenci apelują, by część odwiedzin rozłożyć na cały tydzień poprzedzający święto. Zdaniem branży szczyt przesunięty na środę byłby korzystniejszy dla rodzin, znicza i parkingu.