183 znicze, w tym 40 zmieniających kolor i dwa sterowane z aplikacji. Według świadków grób dziadka Stanisława było widać z orbity.

REKLAMA

Pietrzakowie spod Radomia po raz piąty zdobyli nieoficjalny tytuł Najjaśniej Oświetlonego Grobu Parafii. Łuna była tak silna, że kontrolerzy na lotnisku w Radomiu po raz pierwszy od otwarcia mieli coś do roboty. Zgłaszali „niezidentyfikowane źródło światła na kursie 270”.

Sąsiedzi z alejki nie kryją oburzenia. – To nie jest uczciwa rywalizacja. My palimy tradycyjnie, parafinowe ze straganu przy bramie, a oni zamawiają LED-y z Chin już we wrześniu. Gdzie tu szacunek dla zmarłych? – pyta pani Bożena. Grób jej teściowej zajął w tym roku dopiero siódme miejsce w alejce. – Mama by się w grobie przewróciła. Gdyby między zniczami było na to miejsce.

Pietrzakowie odpierają zarzuty. – Dziadek zawsze lubił, jak jest jasno. Za życia oszczędzał na prądzie, to niech chociaż teraz ma – mówi wnuczka Paulina.

Zdaniem dr. hab. Tadeusza Wrony z Instytutu Badań nad Zniczem zjawisko ma głębsze podłoże. – Znicz w Polsce dawno przestał być symbolem pamięci. To waluta. Patrząc na grób przez trzy sekundy, Polak ocenia status materialny rodziny, stopień jej zżycia i to, kto ma największe szanse na mieszkanie po babci – tłumaczy.

Proboszcz zaapelował do wiernych o umiar. Apel wygłosił przez głośnik postawiony na grobie Pietrzaków, bo tylko tam było gniazdko.

Rodzina już planuje kolejny sezon. – Na przyszły rok zamawiamy fotowoltaikę na pomnik. Nadwyżki będziemy oddawać do sieci – zapowiada Paulina.