Fot. materiały prasowe

Zanim zaczniemy, streszczę wam film w 3 zdaniach, żebyście nie musieli go oglądać.

REKLAMA

Melania Trump szykuje się na inaugurację męża, więc ludzie przychodzą zaproponować jej wzór sukienki i wystrój wnętrza. Melania prosi o zmianę dowolnego detalu, by zachować kontrolę nad sytuacją, a potem jeździ windą, chodzi po złotych pokojach, lata samolotem i czyta z OFFu aforyzmy. Potem następuje nudna inauguracja i kończy się film. 

Oto 15 lekcji, jakie wyniosłam z tego “dokumentu”:

1. To nie jest dokument.

To wyreżyserowana, sztywna zbieranina złotych myśli i nieskoordynowane Simy krążące po biało-złotych przestrzeniach.

2. Napisanie tekstu wymaga wielu cudzysłowów.

Trudno. Lubię cudzysłów. 

3. Być może nie mam racji. Być może Filmweb (ocena widzów: 2,0; ocena krytyków: 1,4) nie ma racji. Być może oglądanie, jak Melania chodzi po pokojach, to tak naprawdę głębokie kino kontemplacyjne, a obserwowanie jej butów i włosów to metafora labudu lalala coś tam. 

Zdecydujcie sami. 

4. Jeśli masz dużo pieniędzy, nie potrzebujesz dramaturgii.

Wystarczy budżet 40 milionów dolarów na film i można darować sobie dramaturgię. W „Melanii” bohaterka nie ma żadnej stawki. Żadnej drogi. Żadnej przeciwności. Nie ma konfliktu.

To idealne tło do rozmów z przyjaciółmi, a także do najróżniejszych gier i zabaw. Polecam: aplauz za każdym razem, gdy Melania jedzie windą.

5. Wystarczy dać ludziom słaby film i od razu dobrze się bawią.

Wiem, co mówię. Widziałam w kinie film o tytule „Barbarzyńska nimfomanka w piekle dinozaurów”. I mam wrażenie, że wszyscy widzowie „Melanii” bawili się wybitnie. A po seansie wszyscy klaskali. Serio. Było wspaniale.

6. Gdy twój mąż jest prezydentem, wypada stworzyć bardzo drogą laurkę.

Mam teorię, że to tak naprawdę wczesny prezent na walentynki. Miły gest od żony dla męża. Ludzie robią takie rzeczy. Pewien turysta wyrył swoje imię i imię partnerki na ścianie Koloseum. A 23-latek z Lublina podarował ukochanej rurę wydechową w kształcie serca. Melania kontynuuje tę piękną tradycję miłosnych prezentów.

7. Jeżdżenie po rondzie przez 104 minuty jest nudne. 

Seans zapewnia uczucie jeżdżenia w kółko po fabule przez prawie dwie godziny. To dobry moment, by przemyśleć swoje życie.   

8. Nie można wierzyć nikomu w ani jedno słowo, nawet pozornie mało znaczące.

„Melania” to film, który uczy krytycznego myślenia. W pewnym momencie stylista Melanii chwali się, że jego projekt sukienki jest niesamowity, bo na materiale nie widać szwów. Spoiler: widać. 

9. Bycie pierwszą dama jest smutne.

To raczej nie była intencja filmu, ale takie są moje odczucia. W scenach, w których mogłoby się wydawać, że Melania będzie wyluzowana i spontaniczna, kobieta jest spięta i zapobiegawcza. Gdy w aucie leci jej ulubiona piosenka, Melania próbuje ją zaśpiewać, ale ostatecznie ledwo uchyla usta i szybko zamyka się w sobie. 

10. Dobro jest dobre, bo jest dobre, a złe zło jest złe.

Rodzina jest ważna, bo jest rodziną. Głodne dzieci nie powinny być głodne. To i jeszcze więcej ogólników tworzy „piękne przesłanie filmu”.  

11. Przychodzę do kina, a tu karaoke.

Znacie to uczucie, gdy wchodzicie do baru, a tam po smutnej balladzie następuje próba wyśpiewania disco polo? Mniej więcej tak losowy soundtrack w tym filmie. 

12. Rozmowy z mężami-prezydentami są mega nudne.

Melania i Donald są przy sobie bardzo niezręczni. Gdy prezydent elekt dzwoni do żony, ta ewidentnie próbuje go spławić, odpowiadając: „tak, tak”, „bardzo dobrze, mhm”, „tak, skarbie”.

13. Czasem jak się bardzo chce, to się nie udaje.

Zakładam, że celem filmu było zaprezentowanie, że Melania Trump ma dużo pracy, a jej funkcja znacznie wykracza poza bycie towarzyszką życia prezydenta.  

Tylko że… nie za bardzo to widać. Jedyne, co robi w filmie, to podpowiada jeden synonim do przemowy Trumpa i odbywa kilka calli bez konkretów.  

Równi dobrze film „Melania” mógłby być krótkim PR-owym mailem.

To jest ASZdziennik, ale to prawda.