
Miejskie Muzeum w Saint Louis, w amerykańskim stanie Missouri, rzuciło wyzwanie światu, czasowi i samemu Bogu. Postanowiło pokonać przemijanie, zapisując się złotymi, żółtymi literami w historycznych annałach.
Instagram, @citymuseum
Zdjęcia ukazują mały tłum zebrany w sali z kolorowymi światłami. Wszyscy w identycznych strojach – jak kapłani? żołnierze? – pozują do zdjęć, śmieją się, ukazują trofeum: nadany przez komisję rekordów Guinnessa certyfikat. Udało im się. Dopięli swego.
Wśród zebranych są dorośli, ale i dzieci – jednak nie wszystkie mają charakterystyczne nakrycia głowy. Dlaczego? Czy należy przejść inicjację w wymagającym rytuale, która dopiero pozwoli założyć czepiec? Tyle pytań.
Co będzie jednak, gdy znajdzie się kolejny śmiałek? Gdy wyzwanie rzuci kolejne muzeum – większe, silniejsze? Czy może ten rekord, 309, jest ostateczną kwotą – nieprzekraczalną sumą osób, które są w stanie nałożyć bananowy kapelusz w jednym miejscu i jednym czasie?
Niestety, rację miał Søren Kierkegaard, duński filozof, który pisał: „Ironia życia leży w tym, że żyje się do przodu, a rozumie do tyłu”. Żyjmy dalej, a rzeka czasu sama wyrzuci odpowiedzi. Mamy nadzieję, że tego dnia ktoś będzie na jej brzegu.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.