Fot. 123rf.com

Zawarli pakt, że to, do czego dopuścili się w Jastarni, zabiorą ze sobą do grobu. Doprowadzona do ostateczności para turystów z Warszawy zna już smak tego, co zakazane. Po fiasku poszukiwań knajpy z minimum 4,8 gwiazdek w Google zrozumiała, że musi zjeść w takiej 4,6.

REKLAMA

Czy człowiek postawiony w ekstremalnej sytuacji ma prawo walczyć o życie każdym możliwym sposobem? Magda i Jacek zdecydowali się na taki właśnie drastyczny wybór.

Do restauracji ocenionej na 4,6 wymknęli się po zmroku. Dlatego, by nikt ich nie widział? A może dlatego, że w ciemnościach łatwiej ukryć wstyd?

- To prawda, co słyszałam: smakuje jak kurczak - mówi Magda, która, jako ta odważniejsza, pierwsza odkroiła kawałek kotleta drobiowego w panierce i posługując się nożem z obrzydzeniem kroiła go na kawałki i przeżuwała myśląc o tym, jaką osobą właśnie się staje.

Potem dołączył do niej Jacek. Zamknął oczy, nadział na widelec kluskę śląską i próbował odsunąć od siebie myśli o tym, gdzie leży granica między człowiekiem a dzikim zwierzęciem.

- Słyszałam, że trzeba popić to chianti - powiedziała roztrzęsiona Magda po posiłku. Jedzenie w knajpach bez minimum 4,8 gwiazdki w opiniach Google to wciąż temat tabu. Turystów, którzy wolą przetrwać urlop kosztem świadomości tego, co zrobili, może być więcej. Wiele osób tłumaczy to kryzysowymi okolicznościami. I może rzeczywiście należy to usprawiedliwić: wszak największą karą dla sprawców pozostanie życie z taką świadomością do końca swoich dni.

Tymczasem nad polskie wybrzeże nadlatują już samoloty ONZ z pomocą humanitarną: zrzucą turystom z Warszawy posiłki na wynos z porządnych restauracji.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.