
Lata lecą, a czas leczy rany i uczy nas pogody. A szkoda, bo lepiej, jakby uczył nas korzystania z nowych mediów społecznościowych. Z takim problemem zmierzył się Kamil, senior z Katowic.
Kamil, wychowany na kasetach VHS i Pegasusie, postanowił rzucić się na głęboką wodę Internetu. W oczekiwaniu na e-wizytę w sprawie kolonoskopii zainstalował sobie TikToka. Jego bliscy obserwowali ten smutny spektakl z mieszaniną litości i odrazy. – Przecież nie jestem taki stary i nadal mogę pokazać w sieci coś fajnego – powiedział cyfrowy dinozaur. – Może zacznę uczyć dzieciaki, jak grać w kapsle? I na co wymienić karteczki z Pocahontas? Muszę tylko zobaczyć, na czym polega ten TikTok. Przez kilka godzin staruszek z otwartą buzią obserwował młodzieżowe czelendże. Bezskutecznie szukał logicznego wytłumaczenia na to, co on paczy. – Dlaczego młodzi ludzie na całym świecie tańczą ten sam dziwnie wyglądający taniec albo wysyłają sobie Billa Hadera gibiącego się do "Makeby"? Przecież to wszystko nie ma sensu – kręci głową Kamil. – Ja im pokażę, jak powinno się robić internety. Jego pierwszym opublikowanym tiktokiem była instrukcja, jak prawidłowo nawijać taśmę w kasecie VHS długopisem. Odbiór? Trzy lajki i dwa komentarze od nieznajomego użytkownika: "OK Boomer" i "lepiej cziluj bombę dziadku". Jak na kompletną porażkę, senior zniósł to całkiem nieźle. – Nie muszę zrozumieć TikToka, żeby być na bieżąco – podsumował Kamil, kasując aplikację.
Wszystko wskazuje na to, że wrócił do swojego rezerwatu na Instagramie. Ostatni raz widziano go, gdy publikował zdjęcie swojego śniadania. Świadkowie mówią, że wyglądał wtedy na szczęśliwego. To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
