fot. 123ref.com

Wstrząśnięta obsługa smażalni, zdezorientowani klienci i napięta atmosfera. Nie tak miał wyglądać Bałtyk naszych marzeń.

REKLAMA

Na smażalnię "Śledzik pod Palmą" padł blady strach. Od lat panowała tu niepisana zasada semi-nudystycznego pożywiania się. Przecież nie ma nic lepszego, niż świeżo usmażona rybka, popijana kawą-plujką, gdy morska bryza delikatnie chłodzi twoją nagą klatkę piersiową. Niestety, ten spokojny nadmorski kurort opanowała zaraza. To pandemia t-shirtów. Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Pewnego dnia para turystów nieświadoma lokalnej tradycji wtargnęła do środka. Jak wynika z naszego śledztwa, oboje byli ubrani. – To była bawełna – kręci głową pani Halina, właścicielka lokalu na wspomnienie okrycia turystów. – To dla nas bardzo niezręczne. Co następne? Przestaną kurzyć papierosy, jak wszyscy dookoła jeszcze siorbią zupy? Co gorsza, nie są jedyni.

Dzisiaj do lokalu wtargnęła grupa sześciu mężczyzn. Każdy z nich ubrany z t-shirt ze śmiesznym napisem. Obsługa lokalu z trudem opanowała zdenerwowanie. – To zupełnie jak u Orwella. Zaczyna się właśnie od takich rzeczy, a niedługo przestaną słuchać Golców z bluetootha – ociera łzę wyraźnie poruszona pani Halina. – To chyba koniec półwyspu, jaki znamy. Na szczęście interwencję w tej sprawie zapowiedział już poseł Braun. Podkreślił, że chodzenie na rybkę bez koszulki to praktyka kultywowana na tych terenach od setek lat i jedno ze spoiw polskiej rodziny tradycyjnej. – Rozpoczynamy akcję protestacyjną "Wolni od ubrań". Proszę zobaczyć: zrobiliśmy już sobie nawet koszulki – pokazuje poseł. To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.