Fot. 123rf.com

Właściwie było to "dzięk-hhhrmhm-kh-uję", bo rzadko używany organ przestaje poprawnie funkcjonować.

REKLAMA

Mało brakowało, a Marcin z Wrocławia pobiłby swój własny rekord bez werbalnej interakcji z innym człowiekiem. Wynik byłby lepszy, ale musiał odebrać kolację i wypadało podziękować dostawcy.

Marcin pracuje z domu, a jego życie towarzyskie to żart śmieszniejszy od jego kariery zawodowej i związków. Jest nieznanym na całym świecie mistrzem w długodystansowej izolacji społecznej.

- Chciałem pochwalić się rekordem, ale przypomniało mi się, że nie mam komu - powiedziałby zapewne zwycięzca, ale nie ma komu.

Z tego co Marcinowi wiadomo, lepsi od niego są tylko zawodowcy - członkowie zakonu kamedulskiego, którzy złożyli śluby milczenia. W świecie amatorów nie ma jednak sobie równych.

Jakie są dalsze plany mistrza?

Nie zapytaliśmy, bo nikogo to w sumie nie obchodzi.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.