
Właściwie było to "dzięk-hhhrmhm-kh-uję", bo rzadko używany organ przestaje poprawnie funkcjonować.
Mało brakowało, a Marcin z Wrocławia pobiłby swój własny rekord bez werbalnej interakcji z innym człowiekiem. Wynik byłby lepszy, ale musiał odebrać kolację i wypadało podziękować dostawcy.
Marcin pracuje z domu, a jego życie towarzyskie to żart śmieszniejszy od jego kariery zawodowej i związków. Jest nieznanym na całym świecie mistrzem w długodystansowej izolacji społecznej.
- Chciałem pochwalić się rekordem, ale przypomniało mi się, że nie mam komu - powiedziałby zapewne zwycięzca, ale nie ma komu.
Z tego co Marcinowi wiadomo, lepsi od niego są tylko zawodowcy - członkowie zakonu kamedulskiego, którzy złożyli śluby milczenia. W świecie amatorów nie ma jednak sobie równych.
Jakie są dalsze plany mistrza?
Nie zapytaliśmy, bo nikogo to w sumie nie obchodzi.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
