Fot. 123rf.com

Co on najlepszego sobie myślał? W nerwowej atmosferze przebiega trasa Warszawa - Jastarnia. Pan Tomasz jest już w okolicach Ostródy i dopiero teraz uświadomił sobie, że zupełnie nie jest gotowy na tydzień urlopu w mieście.

REKLAMA

Trzy powerbanki na wypadek gdyby półwysep odcięto od prądu? Są. Zapas liofilizatów, bo kto wie, czy właściciele smażalni też nie pojadą sobie na urlop? Jest. Cztery ręczniki, bo co jeżeli obietnica z Bookinga okaże się oszustwem? Oczywiście. Dlaczego zatem zapomniał o czymś tak oczywistym?

Jak wynika z wyliczeń pana Tomasza, zapas bokserek, skarpet, t-shirtów, spodni, bluz, kurtek, kalesonów i puchowych kurtek alpinistycznych wystarczy mu zaledwie na pięć, najwyżej sześć całkowitych zmian ubrań dziennie.

Plan pana Tomasza na urlop obejmuje wstawanie najwcześniej o 11:00, zjedzenie śniadania i spędzanie reszty dnia na plaży z przerwami przekąski i dorsze z frytkami. Dla odzieży to prawdziwe pole minowe.

Pan Tomasz może i przez ostatnie cztery dni chodził do pracy w tym samych jeansach, i może zdarzyło się raz czy dwa, że kropelka srirachy z kebaba nakapała mu na koszulę, co nie przeszkadzało mu założyć jej jeszcze kilka razy na zakupy, randkę i wizytę u mamy. Nie było widać. Ale urlop to co innego.

Ketchup z burgera, pot, cieknąca bita śmietana z gofra, jagodowa frużelina lub frytka belgijska, która wymknie się spod kontroli i spadnie prosto na spodnie. To tylko niektóre z katastrof, które tylko czekają, by się wydarzyć i całkowicie zrujnować wypoczynek.

A na dodatek pan Tomasz uświadomił sobie, że zabrał też zdecydowanie za mało książek. Te 12 kryminałów na pewno przeczyta w parę dni i potem będzie się nudził, choć teraz jest jeszcze dopiero w połowie tego Mroza, którego dostał pod choinkę.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.