Fot. 123rf.com

Nowy był. Mógł jeszcze podziałać. Serwer, który dopiero co zaczął karierę w branży rozrywkowej, usłyszał najgorszą możliwą diagnozę. Okazało się, że ma sprzedawać bilety na Taylor Swift. Pożegnał się już z rodziną i przyjaciółmi. Domyka swoje sprawy.

REKLAMA

- Miał prawo wiedzieć. Nie mogłam tego przed nim dłużej ukrywać. W tej branży mówi się, że prawda jest jednym z najsilniejszych dostępnych środków terapeutycznych - przyznaje nam pani Agnieszka, administratorka serwerów w bileterii.

Rokowania były fatalne od samego początku. Serwer trafił do firmy, gdy było już za późno, a daty trzech koncertów amerykańskiej wokalistki były ustalone. To była bardzo trudna rozmowa - przyznaje nam administratorka.

"Obawiam się, że nie mam dobrych wiadomości. Wygląda na to, że w kolejce będzie czekało ponad milion fanów" - zaczęła administratorka, a pamięć RAM jego procesora zaczęła zapełniać się łzami.

Serwer nie chciał tego słyszeć. Zaprzeczał. Pytał, czy może tak naprawdę chodzi o niegroźny koncert Norbiego. Niestety. Diagnoza była prawidłowa, Taylor przyjeżdża na PGE Narodowy.

"Sądzę, że jest to kwestia tygodni, nie miesięcy" - zakończyła rozmowę administratorka.

Serwer zrozumiał, że nie ma ratunku. Poinformował o tym swoich bliskich. W serwerowni panuje niezręczna cisza.

Zaczął robić porządek w procesach. Zaczął wspominać swoje plany i nadzieje. Liczył na spokojne życie jako sprzedawca biletów na niszowy festiwal folkowy albo dostawca zabawnych zdjęć szopów praczy na Instagramie. Los napisał jednak dla niego inny scenariusz. Zapewnia jednak, że nie odpuści tak łatwo. Będzie walczył na przekór logice i nikłym matematycznym szansom na przeżycie. Nie chce, by odłączać go przedwcześnie.

Nie będzie miał łatwo. Pierwsze osoby zaczęły już nerwowo odświeżać stronę bileterii, a każda z nich ma otwartych przynajmniej pięć kart przeglądarki internetowej.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.