
Dwa lata temu rodzina pani Agnieszki Morkowskiej adoptowała 6-letnią wówczas suczkę Mię. Aby zapewnić pieskowi jak najlepszą opiekę, przemierzyli 1400 km, pani Agnieszka skończyła kurs behawiorystyczny, a jej mąż pracował w nadgodzinach. Dziś bohaterowie ci proszą o pomoc, aby pokryć koszt operacji, która może uratować życie Mii – a ponieważ wierzymy w moc internetu, przekazujemy tę prośbę dalej.
"Ponieważ Mia problemy od początku z lękiem, ruchem ulicznym i innymi psami, wydawało się nam, że wspólna praca [behawioralna – przyp. ASZ] i zaangażowanie przyniesie wymierne efekty" – pisze pani Agnieszka. – "Niestety nie byliśmy w stanie zmienić jej zachowań, ataków agresji i strachu przed bodźcami. Lecząc ją na spondylozę kręgosłupa, zespół końskiego ogona, nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że powodem jest guz mózgu".
"Dopiero z początkiem czerwca, gdy zaczęły pojawiać się ataki padaczki (Boże, to było straszne...), uświadomiliśmy sobie, że coś jest nie tak. Ponieważ nie jesteśmy majętnymi ludźmi, wzięłam pożyczkę w banku, by opłacić rezonans magnetyczny Mii; kilka dni później, 13 czerwca, zrobiliśmy badanie, a 15. znaliśmy już wyrok... tak, wyrok śmierci".
Podczas wizyty u neurochirurga we Wrocławiu okazało się, że jedynym wyjściem jest trudna, bardzo kosztowna operacja obarczona dużym ryzykiem.
"Nie stać mnie na nią; kwota operacja nie uwzględnia kosztów leczenia i rehabilitacji i jest to 15 tys. złotych".
W zbieraniu środków rodzinie pani Agnieszki pomaga Stowarzyszenie Kudłaty Pies. W założonej przez nie zrzutce uzbierano nieco ponad 6 tysięcy złotych, a czas się kończy.
"Nie mam już pomysłu, w jaki sposób zebrać te środki" – pisze pani Agnieszka.
Właśnie dlatego dołączamy się do prośby i apelujemy o wsparcie finansowe lub przynajmniej o dzielenie się zbiórką na leczenie Mii. Pamiętajmy, że każda kwota pomaga.
Link do zbiórki oraz szczegółowe informacje znajdziecie TUTAJ.
Wierzymy, że razem uda nam się uratować Mię.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
