
Jak bezmyślne mrówki podążające jedna za drugą, druga za trzecią, donikąd... Jak wiecznie nieumarli, zawieszeni gdzieś pomiędzy namiętnym życiem a mrocznym nieistnieniem... Tak, taki to obraz nasz, zagubionych istot bez serc, bez ducha, zanurzonych w ekranach, w tych czarnych lustrach, wpatrzonych w przepaść, by zapomnieć pustkę...
Czy jesteśmy jeszcze ludźmi?
Przywiązani do urządzeń, wiecznie wpatrzeni w metaforę świata, która jest li tylko wytworem przekonań, wyobraźni, aspiracji i kompleksów...
Gdy życie mija obok, niby te światła wciąż zmieniające kolor, a jednak trwające w swych znanych torach, oni – wróć, my! – odwracamy wzrok, zajmując myśli niekończącą się gonitwą za tym, co nieosiągalne.
Czy to następstwo strachu? Ta wieczna ucieczka i wieczna pogoń, jak wąż połykający własny ogon, gdy mysz jest tuż przed nami...? Czy łatwiej jest wpaść we własną pułapkę, niż zmierzyć się z tym, co kryje się w ciemności codzienności?
Nie sposób tego odgadnąć. Bo choć jako istoty rozumne (ha! czyżby...?), nieustannie dążymy do doskonałości, jesteśmy tylko okruchami, ba!, atomami w labiryncie wszechświata. Wydaje nam się, że tak wiele wiemy, podczas gdy całe nasze jestestwo jest niczym ponad mgnienie oka na osi czasu wieczności.
Lecz gdy przyjdzie się zmierzyć z tym, co nieuniknione, pozostaniemy surowi i dzicy, ogołoceni z beszamelu naszej próżności, zmuszeni do podjęcia rękawicy i stoczenia boju z samymi sobą. Czy będziemy wówczas gotowi zobaczyć siebie takimi, jakimi naprawdę jesteśmy? Bez filtrów, emotikonów, iksde i gifów? Bez serduszek i lajków, bez komentarzy, klików i kojącego uczucia ekranu pod palcem? Czy odarci z błyskotek poznamy jeszcze siebie, siebie, jakich znaliśmy, gdy liczyło się tu i teraz, a palce usmarowane smołą zbierały z podwórka świeże...
A, miałem wysłać mejla.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
