
Może to nawet lepiej? Teraz może kapnąć na nią sos czosnkowy z pizzy i czy ktoś się tym przejmie? Nikt a nikt. Niech nawet plasterek pepperoni spada. Phi. Kogo to obchodzi? Już nikogo. Bluza kupiona dwa lata temu odeszła z casualu w homewear i spędzi resztę życia na stanowisku takiej po domu.
Teraz można w niej bez żalu przytulać Benka. Benek to biały, kudłaty kundelek. Ma bardzo długą sierść z tendencją do wypadania i przylepiania się do ubrań. Sierść Benka już nigdy nie zostanie bezlitośnie wyrwana z bluzy rolką do ubrań, bo po co? Kogo to interesuje?
Bluza jest dobrej jakości i była kupiona za niemałe pieniądze, a dziś czuje się jak z Shein. Pamięta czasy, gdy była prana w kąpieli z dodatkiem znakomitych kapsułek do prania. Pływała razem z szortami i t-shirtami w takich samych kolorach, by się przypadkiem nie odbarwiła. Jej metka z instrukcjami prania była dokładnie czytana, by nie ustawić zbyt wysokiej temperatury i nie dopuścić do skurczenia. Kiedy to było? Teraz ma szczęście, jeżeli w ogóle zbliży się do pralki raz na miesiąc. Do zmycia błota z łap Benka wystarczy róg ręcznika zwilżony gorącą wodą. Trochę się rozmaże i zostanie ciemnoszara błotnista smuga, ale kogo to obchodzi? Czasem skapnie na nią kawa, innym razem ketchup. Zapach lawendowego płynu do płukania zwietrzał i teraz pachnie okruszkami chipsów fromage.
Wieszak? A skąd. Długie wiszenie tylko wypchnęłoby ramiona. Nie można było sobie na to pozwolić. Była delikatnie składana metodą Marie Condo. Rozkładano ją na płaskiej powierzchni, rękawy składano do środka, a potem precyzyjne złożenie na dwa i czule otulenie własnym kapturem. Dziś zamiast ciepłej i bezpiecznej półki między jeansami a longsleevami ma najwyżej fotel, który dzieli z innymi ubraniami, które nie nadają się już na miasto, ale nadal nie warto włączać dla nich pralki. Bywa zwijana w kłębek, a wtedy może sturlać się na podłogę. Ktoś podniesie ją jutro. Może. Tymczasem nasiąknie sobie powoli kurzem. I zbierze trochę kłaczków Benka.
Kiedyś była modną i ważną częścią stylizacji na Audioriverze. Chroniła właścicielkę w czasie chłodnych nocy i poranków na bulwarach nad Wisłą. Pilnowała w swych kieszeniach kluczy, smartfona, portfela. Bywała na domówkach. Widziała parapetówki w mieszkaniach, na jakich nawet nie stać jej właścicielki. A dziś? Dobrze wie, co czeka ją prędzej czy później. Nie, nie trafi na śmieciarkę na Fejsie, dzięki czemu miałaby szansę trafić w troskliwe ręce specjalistów od recyklingu odzieży, zyskać drugie życie i stać się chociażby częścią piżamy.
Dziś widzi puszki farb w korytarzu i wie, że swoje ostatnie chwile spędzi na drabinie pod sufitem, zbierając na siebie kapiącą farbę koloru typu "zieleń boho" czy "perfekcyjna pistacja" i przesiąkając palącym rozpuszczalnikiem. Taki właśnie będzie jej koniec. To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
