Fot. 123rf.com

Już nie ma Open'era, skończył się w 2009 roku na koncercie Kings of Leon - twierdzi 38-letni Michał, który w 2009 roku skończył się jako konsument nowej muzyki.

REKLAMA

Gdzie jest Placebo, Massive Attack i Muse? Lil Nas X? Lil Yachty? Co to w ogóle za nazwy? - zastanawia się mężczyzna, który wolałby The Kooks i The Cribs.

Michał zastanawia się, dlaczego współczesne festiwale nie oferują odbiorcom dobrej muzyki. Dobrej, czyli takiej, którą lubi Michał i jeszcze taki jeden jego znajomy rówieśnik, który nadal jeździ na festiwale.

Zapraszanie artystów, których dyskografię Michał ściągał jeszcze z Kaazy, to model biznesowy, który z pewnością pozwoliłby utrzymać się festiwalom i jeszcze by na tym zarobiły - uważa mężczyzna, który po raz ostatni był na koncercie w 2018 roku i była to Metallica, bo tak poza tym to już mu się trochę nie chce.

Michał przegląda line-up tegorocznego Open'era i zastanawia się, kim są ci artyści. "Kto to?" - zapytał nawet w komentarzu pod ogłoszeniem Lizzo i zebrał jednego lajka od tego swojego jednego kolegi, który też jeszcze żyje złudzeniami o tym, że jest na bieżąco, choć ostatni debiut, którego słuchał i polubił, to debiut jego synka w roli biedronki na przedszkolnym przedstawieniu.

Dlatego Michał podjął decyzję: w tym roku nie jedzie. Tak jak nie pojechał przez ostatnie 14 lat. Bo niewygodnie, drogo, plecy bolą. Za dużo gówniażerii dookoła. Za dużo rapu. Za jego czasów, kiedy line-up stworzony był dla ludzi w jego wieku, tego nie było.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone, ale tylko trochę.