
Prześladowania mężczyzn nie ustają. Na podróż pełną niebezpieczeństw został wysłany Robert Winnicki, poseł Konfederacji. By spełnić zachcianki umieszczone na liście zakupów, musiał pokonać ponad 17 tysięcy kilometrów. Udowodnił jednak, że dla samca alfa nie ma rzeczy niemożliwych.
Podczas gdy hejterzy kpili z zakupowych problemów lidera Konfederacji, jego wyprawa po sprawunki przerodziła się w prawdziwy dramat. Okazało się bowiem, że musi kupić kiwi.
Nikt nie powinien skazywać mężczyzn na taką poniewierkę. Wyjście po zakupy kosztowało go ponad 60 tysięcy złotych i mnóstwo stresu.
To koszt kupionych na ostatnią chwilę biletów do Wellington w Nowej Zelandii z przesiadką w Dubaju oraz łapówek i opłat dla przemytników żywych zwierząt, których musiał wynająć Winnicki, by kiwi dotarł do Polski cały i zdrowy.
Pieniądze rzecz nabyta, ale nerwów i zdrowia straconego na włamaniu do schroniska dla kiwi w Whangarei nikt mu już nie odda. To powinno być ścigane z urzędu i zagrożone wysokimi karami.
Na szczęście po trzech dniach niewyobrażalnych przygód, w tym niebezpiecznych pościgów przez lasy deszczowe i fiordy, lider Konfederacji powrócił do domu razem z kiwi.
Niestety, długo nie zagrzeje miejsca. Napije się tylko wody i leci dalej na zakupy.
Na liście ma jeszcze ptasie mleczko.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
