
Życie czasami stawia przed nami okropne dylematy. Przekonał się o tym Mariusz, który musiał zdecydować, co jest w życiu najważniejsze. Na wyświetlaczu swojego auta widzi, że paliwa starczy mu na 30 km, a na trasie jest tylko Orlen.
Osoby podróżujące drogą krajową S7 w kierunku Radomia byli świadkami dramatycznego zdarzenia.
Na wysokości Głuchowa mogli zobaczyć człowieka, która toczy wewnętrzną walkę. Mariuszowi, 42-letniemu żarliwego przeciwnikowi PiS-u, kończyło się paliwo. Jedyna stacja w okolicy była zarządzana przez Daniela Obajtka. – To była najtrudniejsza decyzja życia od czasu, kiedy żona zapytała, czy wolę Tuska, czy Trzaskowskiego. Bałem się, że tankując stracę prawo do hasztaga #SilniRazem na Twitterze – opowiada nam Mariusz. – Wie pan, ja mam tatuaż z Donaldem Tuskiem, jest wkomponowany w tribala, o tutaj na piersi. A jak Schetyna odchodził z partii, to przez tydzień nie jadłem ze stresu. I ja bym miał normalnie wjechać na stację tych potworów? Dodatkowym problemem Mariusza był fakt, że podróżował z całą swoją rodziną. Od lat obiecywał im wspólną wycieczkę na wiec Platformy i zdjęcie z ich idolami. – Zdecydowałem, że nie mogę zawieść rodziny. Odpaliłem na YouTube kilka przemówień Ewy Kopacz z czasów jej premierostwa i mega się tym naładowałem – mówi wyraźnie poruszony mężczyzna. – Wpadłem do tego szańca, i szybko zatankowałem do pełna, przepraszając w myślach zarząd KO. Nie chciało mi się za bardzo, ale poczekałem godzinkę i skorzystałem z toalety, żeby chociaż na wodzie byli stratni.
Niestety, przez roztargnienie kupił kilka płyt z przemówieniami Lecha Kaczyńskiego, hot dogi dla całej rodziny i trochę akcji Orlenu.
By odpokutować za winy, rodzina po wiecu wybrała się na objazdową pielgrzymkę śladami posłów KO. To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
