
Coraz więcej ludzi wpada w spiralę długów z powodu nierozważnych decyzji finansowych. Poznajcie historię 30-letniej Marii, która uwielbia truskawki tak bardzo, że wydała na nie wszystkie pieniądze.
Ta kobieta potrafiła zdobyć swoje ukochane owoce wszędzie: na placu, targu czy w bramie. Kupowała od obcych ludzi i czerpała z tego radość. Nie pytała, skąd je mają. Liczyła się dla niej tylko ta słodka, soczysta przyjemność. Jej dramat zaczął się bardzo niewinnie. Gdy usłyszała, że jej ulubienice pojawiły się na osiedlu obok, aż zaczerwieniła się z radości. – Nagle naszła mnie ochota na makaron z truskawkami, więc ruszyłam na ryneczek – opowiada nierozważna 30-latka. – Nie spojrzałam na cenę i podpisałam na siebie wyrok: kupiłam całą łubiankę.
– Wpuściłam się w niezłe maliny – mówi załamana Maria. – Nie mam oszczędności, a moje jedyne aktywa to zdrowe nerki i pół kilo papryki. Czym się zatrułaś, tym się lecz. 30-latka uznała, że jedynym rozwiązaniem jest domowa hodowla truskawek. Szybko przystosowała do tego swoją wynajmowaną mikrokawalerkę, za którą w tym miesiącu nie da już rady opłacić czynszu. Uzyskała w ten sposób szklarnię o wielkości siedemnastu metrów kwadratowych. Zasadziła pestki z feralnych owoców i czeka na rezultaty. – Będę je sprzedawała po tysiąc złotych za kilogram – mówi, uśmiechając się nerwowo. – Uważam, że to uczciwa cena. To ASZdziennik, ale obecne ceny truskawek to niezły sorbet.
