Fot. 123rf.com

TO WSZYSTKO JUŻ BYŁO. ZNAM NA PAMIĘĆ TE DROGĘ SZUTROWĄ, TE KRZAKI, PATYKI, KAMIENIE, SASANKI. JUŻ RAZ WDEPNĄŁEM W TĘ PSIĄ KUPĘ. TA MONOTONIA MNIE ZABIJA. To myśli, które jak "No Surprises" Radiohead uświadomiły 28-latkowi, że w życiu już nic go nie zaskoczy. Przynajmniej w ciągu najbliższej godziny.

REKLAMA

Do nieszczęśliwego zdarzenia doszło na jednym ze szlaków na Warmii. Okazało się, że malownicza piesza trasa przez łąki i lasy, która prowadzi do jeziora, to podstępna pułapka na turystów.

Na parking trzeba wrócić tą samą trasą, którą się przyszło. 28-letniemu turyście Mariuszowi w oczy zajrzała śmierć. Z nudów. Mariusz nie po to uciekł na weekend od monotonnej pętli sen - praca - zakupy - sen - praca - zakupy, by teraz rozdrapywać te same rany.

– Po lewej stronie minę zaraz plażę. Dalej szutrową drogą w prawo. Potem prosto przez las wzdłuż zachodniego brzegu jeziora. Po prawej minę wiadukt kolejowy. I znowu ta sama rzeczka łącząca jeziora. Przejdę przez drewniany mostek nad kanałem. Dalej to samo: łączka z turystyczną wiatą. To tam jadłem batona z orzechami. Papierek pewnie nadal w koszu. Życie jest nudne i niesprawiedliwe – mówi zobojętniały i ospały Mariusz.

W połowie trasy - przy tym samym wiatrołomie, który Mariusz już raz widział - zapadła decyzja: czas wezwać służby ratunkowe z Olsztyna, by go ocaliły i odwiozły z powrotem na parking.

Niestety, ratownicy odmówili pomocy. Nie chcą ryzykować jazdy nad jezioro i powrotu tą samą trasą.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.