
Wielki sukces Kościoła Katolickiego w popielcowy poranek. Grzegorz M. z Szamotuł, grzesznik, zaspał w popiele i upiekł się tak ładnie, że skórka sama od niego odchodziła.
Choć do tej pory zasypiał w popiele tylko gruszki, mężczyzna tym razem zasnął w nim siebie samego.
Najprawdopodobniej miało to związek z ciężarem i ilością grzechów, o których odpuszczenie zamierzał prosić, a także z wyczerpaniem fizycznym i psychicznym wynikającym z bycia nieodpowiedzialnym, egoistycznym hedonistą.
W imię wyznawanej w piekle metody "czym się strułeś, tym się męcz" dusza Grzegorza już po wsze czasy będzie powoli przypiekać się w górze popiołu, choć nigdy nie osiągnie ani idealnej chrupkości z zewnątrz, ani perfekcyjnej miękkości w środku.
Co ciekawe, gdyby za życia zapytać Grzegorza, czy lubi pieczone ziemniaczki, ignorant najpewniej wyparłby się swojej wielkopolskiej pyrowatości i prychnąłby: "UNIKAM WĘGLI, TYPIE".
Gdyby tylko wiedział, że sam wkrótce podzieli los zwęglonego ziemniaczka...
Grzegorza M. nie da się już uratować, ale niech jego historia posłuży nam wszystkim za przypowieść o tym, do czego może doprowadzić buta i brak szacunku do największych Bożych cudów. Takich jak ziemniaczki.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
