
Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy niby są zakochani, ale tak w sumie to już chyba nie. Już od tego roku, w połowie okresu pomiędzy Walentynkami a Wszystkich Świętych będzie można bowiem świętować Dzień Martwej Miłości.
REKLAMA
Święto przypadające na 15 lipca powstało z myślą o wszystkich, którzy trochę czują się w obowiązku obchodzić Walentynki, ale zaraz potem myślą sobie "W sumie to po co".
– Zaobserwowaliśmy znaczące zapotrzebowanie na dzień, który uczciłby miłości znajdujące się w stanie rozkładu – mówi ASZdziennikowi Mściwój Smutniak, prezes Polskiego Związku Świąt Państwowych i Zasługujących na Dzień Wolny od Pracy (PZŚPZDW).
– Od lat unikaliśmy tego tematu, wmawiając sobie, że przecież z istniejącymi świętami nie jest tak źle; że przecież Walentynki dotyczą wszystkich, którzy czują jakąś iskierkę miłości czy choćby sympatii do drugiej osoby – tłumaczy Smutniak. – Zrozumieliśmy jednak, że czas spojrzeć prawdzie w oczy, zebrać się na szczerość i ustanowić nowy dzień w roku, który będzie mostem pomiędzy nierealistycznymi oczekiwaniami opartymi na pierwszych trzech miesiącach zauroczenia a dniem Wszystkich Świętych i Świętem Zmarłych, które bardziej oddają stan wielu związków, z którymi mamy do czynienia.
Co ciekawe, to właśnie 15 lipca wypada także rocznica Bitwy pod Grunwaldem, w której połączone siły wojsk polsko-litewskich odniosły sukces, podczas gdy działający na własną rękę Krzyżacy ponieśli sromotną klęskę.
– Przesłanie to może być motywacją do podjęcia próby wskrzeszenia związku lub pogodzenia się z jego zgonem i rozpoczęciem pośmiertnego życia w pojedynkę – mówi Mściwój Smutniak, po czym zanosi się płaczem.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
