Fot. 123rf.com

Czuje oddech pleśni na sreberku i wie, że to tylko kwestia czasu. Nie ma przed nim przyszłości. Cierpi. Chce mieć to jak najszybciej za sobą. Nie ma już siły walczyć. Dwutygodniowy serek śmietankowy Staszek nawet nie pamięta, czy jest paprykowy, czy pomidorowy. Mimo tego 24-letnia degeneratka nadal trzyma go przy życiu w lodówce.

REKLAMA

Trafił tu dwa tygodnie temu razem z brzoskwinią i jogurtem naturalnym.

"To moje miejsce na resztę życia. Doczekam tu końca swoich dni" - pomyślał serek Staszek. Gdy po uchyleniu drzwi lodówki zapaliło się światełko, serek zauważył wyjedzony do końca słoik nutelli i talerzyk, na którym zostały tylko okruszki po serniku. "Zadbają tu o mnie do ostatniego grama" - myślał.

Zaczęło się dobrze. Posmarowano nim świeżą kajzerkę, udekorowano plasterkiem pomidora i odrobiną soli oraz pieprzu. O, jeszcze listek sałaty. Czuł się potrzebny i ważny. Doceniany. Tak było tylko przez dwa dni. Poczuł, że coś jest nie tak, gdy drzwi otwierały się po raz kolejny, ale nie dla niego.

Dla coli, ketchupu, masła: tak. Ale nie dla serka Staszka, który nie dał z siebie wszystkiego, a najwyraźniej został już zapomniany. Powolna agonia trwa już dwa tygodnie. Za każdym razem, gdy tylko drzwi lodówki się otwierają, serek Staszek ma nadzieję, że oto zaczyna się jego ostatnia droga. Ma dość. Gnije od środka. Ale nikt go już nie chce. Nikt o niego nie pyta.

Tak jak o tę połówkę brzoskwini z półki wyżej czekająca na godny pogrzeb od dwóch tygodni na godny pogrzeb, i o ten jogurt naturalny, który z powodu znieczulicy umiera po cichu tracąc datę ważności do spożycia.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.