
Dziwne! Coś, co brzmi jak sztucznie nadmuchiwana kryptowaluciarska bańka, jest sztucznie nadmuchiwaną kryptowaluciarską bańką! Okazało się, że słynna i pierwsza tak duża w Polsce transakcja sprzedaży NFT była ustawką, która miała zwiększyć zainteresowanie NFT.
W lipcu 2021 r. influencerka Marti Renti ogłosiła, że jej NFT o nazwie "Cyfrowa Miłość" został sprzedany na platformie Fanadise za prawie 1 mln zł. A teraz wyszło, że cała akcja była ustawką z agencją marketingową.
- Jestem w szoku, nie mam pojęcia, jak to się stało. Dałam się namówić znajomym na NFT - mówiła Mari Renti na TikToku rok temu o sprzedaży swojego NFT. - To (NFT - przyp. ASZ) jest jak internet, czyli coś, w co ludzie do końca nie wierzyli, a jest przyszłością (...) W jeden dzień zostałam milionerką!
A teraz w rozmowie z Sylwestrem Wardęgą wyszło, że Renti - jak sama przyznaje - kłamała.
Akcja z NFT była pomysłem jej znajomego - Bartka Sibigi, właściciela platformy Fandise i CEO agencji influencerskiego marketingu DDOB.
- Z uwagi na to, że bardzo się lubimy, ja mu ufam - powiedziała influencerka. - To po prostu sobie to obgadaliśmy, że to będzie bardzo fajne (...) Dostałam pieniądze, ale nie takie (...) Nie mogę powiedzieć, że dostałam milion.
Renti przyznała, że "okłamała" widzów, ale "nie uważa, by zrobiła tym komukolwiek krzywdę".
Chyba tylko enefciarzom. Ale chyba nikomu ich nie żal.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
