
Do tragicznego wypadku doszło w piątek podczas polowania w lesie na Mazowszu. Myśliwy z koła łowieckiego "Bażant" pożarł 34-letniego mężczyznę. Jak potem zeznał, był pewien, że to gzik.
Do tragedii doszło podczas polowania w obwodzie łowieckim pod Radomiem. Jak ustaliła policja, 45-letni myśliwy dostrzegł swój cel z ambony w pobliżu sąsiadującego z lasem polupola ziemniaków.
Był pewien, że to gzik, czyli pyszny twaróg rozrobiony ze śmietaną, szczypiorkiem i rzodkiewką. Myśliwy podbiegł i szybko go dopadł. Ugotował w ognisku zebrane z pola ziemniaki i ze smakiem zjadł swoją zdobycz.
Niestety okazało się, że doszło do tragicznej pomyłki.
O tym, że coś jest nie tak, myśliwy zorientował się dopiero podczas pokotu. Inni myśliwi z dumą prezentowali ciała zastrzelonych zwierząt, lecz z jakiegoś powodu zareagowali paniką na pozostałości po gziku, czyli elementy twarzoczaszki i fragmenty kręgosłupa.
- Jak ustalono na podstawie badań DNA, gzik kazał się 34-letni Rafałem P., znanym grzybiarzem z Radomia, który wybrał się do lasu na prawdziwki - poinforomowała policja w komunikacie. - Sprawa została skierowana do prokuratury.
Jak zapewniają nas prawnicy koła łowieckiego "Bażant", myśliwy może spać spokojnie. Grzybiarz miał na sobie białą bluzę w zielone kropki i grasował w lesie w porze śniadania. Musiał liczyć się zatem z ryzykiem, że ktoś pomyli go z twarożkiem.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
