Fot. 123rf.com

Co to było? Zwykłe zdanie podrzędnie złożone z refleksją na temat nowej płyty Björk, czy wyrażenie rozczarowania słabym pomidorem w kanapce na drugie śniadanie przerwane pomrukiem wywołanym bólem pleców w okolicy lędźwiowo krzyżowej? Natalia postanowiła, że zapyta Agnieszkę, swoją koleżankę z biurka obok, co właściwie przed chwilą powiedziała.

REKLAMA

- Natalia, ydrążu ę gruntry frąps żelszu kabłąk poskid lęf berk treoś plede - usłyszała Natalia w wypowiedzi Agnieszki z biurka obok.

- Co mówiłaś? - dopytała w dobrej wierze, choć już wtedy poczuła się niezręcznie, bo przecież wymusza na Agnieszce powtórzenie całego zdania i demaskuje się jako zdekoncentrowana pracowniczka, fatalna słuchaczka i okropna koleżanka.

- No wiesz, nimis udszęs mą śfop kpićę? Wsjemj pszuksz pakónapszki: mnę żź - usłyszała w odpowiedzi Natalia.

"I co teraz?" - pomyślała. Czy dopytanie się po raz drugi to złamanie norm obyczajowych, a także moralnych i etycznych, które panują w normalnym społeczeństwie? Czy zwykłe "co?" wypowiedziane po raz drugi oznacza, że łamie niepisaną konstytucję bycia człowiekiem i nie zasługuje na mieszkanie wśród ludzi oraz identyfikowanie się jako jedna z nich? Tak. Ale mimo to Natalia wierzyła, że tym razem zrozumie słowa swojej koleżanki.

Naiwna czy po prostu głupia?

- Co? - dopytała po raz drugi Natalia, rzucając na szalę swoje wyobrażenie o sobie samej jako o dobrym człowieku godnym życia wśród innych ludzi.

- Szczrzżfrtghdkjdskskdlbtr-B! B! B! B! B! P! B! Żżżżżżżżż?! KRAB. Ffffffffbbbbbbbbf - odparła z uśmiechem Agnieszka, a przynajmniej tak usłyszała ją Natalia.

Dopiero wtedy Agnieszka zrozumiała swój błąd. I zrobiła jedyną rzecz, jaką można w tej sytuacji zrobić.

- Hehe. Tak - powiedziała i założyła słuchawki na uszy.

To jest ASZdziennik, ale to prawda.