
Nie minęły nawet dwa lata związku 28-letniej Ewy i 30-letniego Marcina, ale ich miłość już się skończyła. Niegdysiejszą pasję wyparła rutyna, żywy płomień zamienił się w popiół i teraz tak będzie już do końca życia. Tak przynajmniej twierdzi Ewa, której Marcin zaproponował, żeby może spali pod dwiema kołdrami.
– Nie wiem, co się stało, ale wiem, że nie jesteśmy już tym, czym kiedyś – mówi Ewa, ocierając łzę żalu za utraconymi na zawsze czasami, kiedy wraz z partnerem byli szczęśliwi na tapczanie 90x200 cm pod jednym lichym kocykiem.
Wiadomo, że dwie kołdry to kres miłości. Rozdzielona nimi para nie może nocą tulić się do siebie, grzejąc się nawzajem ciepłem swoich ciał. Odpada również prowokujący dotyk – przez dwie grube warstwy poliestru nic nie czuć. Marcinowi najwyraźniej w ogóle to nie przeszkadza, ponieważ mentalnie ma sześćdziesiąt lat i woli kołdrę z Jyska niż miękkość ciała kobiety.
– Tak teraz ma wyglądać nasze życie? Śniadanie, kolacja, HBO, w niedzielę spacer, seks dopiero po wylezieniu z kokonów? – pyta gniewnie Ewa, która nie chce tak łatwo zgodzić się na to, by partner dla tzw. "wygody" zadusił ich uczucie pierzyną.
Nie wiadomo, co jest prawdziwą przyczyną dziwnej, nagłej potrzeby Marcina.
Nikt nie ma zielonego pojęcia.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
