Fot. 123rf.com, pexels.com, istock.com

Lekkie sweterki. Urocze pelerynki. Zamszowe botki na cienkiej podeszwie. DOŚĆ! Zaprawiona anginą i przemoczonym butem, znająca odczucie zatkanych zatok oraz wstawania rano, gdy jest szaro, tylko po to, by przez resztę dnie też było szaro, wyrażam SPRZECIW wobec oszustwa, jakim jest istnienie mody jesiennej.

REKLAMA
Nie dajmy sobie wmawiać, że zasługujemy na to, aby dobrze wyglądać! Zasługujemy na to, żeby było nam ciepło i mięciutko!
Nie wierzmy w opowieści o tym, że można kupić lekki prochowiec, który widziałyśmy na Instagramie, i nosić go do tej jednej markowej torebki, która nam została z jakiegoś wesela, i że dzięki temu jednemu prochowcowi i tej jednej markowej torebce odmieni się cała nasza garderoba!
SPÓJRZMY PRAWDZIE W OCZY!
Każda z nas, która kiedykolwiek kupiła ze trzy jesienne elementy garderoby z mocnym postanowieniem, że oto ta właśnie jesień będzie jesienią zmian, elegancji i stylu, a nie, jak zawsze, jesienią bluz, które akurat są czyste i butów, które najłatwiej opłukać pod prysznicem, wie, że jak byśmy się nie starały, to właśnie bluzy i gumowce będą nam towarzyszyć przez cały sezon, a ten uroczy błękitno-różowy płaszczyk, który świetnie pasuje do pastelowego beretu, zostanie schowany do szafy ("żeby się nie zużywał") i już nigdy nie ujrzy światła dziennego!
DLATEGO OGŁASZAM ROZPOCZĘCIE REWOLTY: dopókim żywa, z dumą będę nosić tę bluzę, na którą zdążyłam już wylać kawę, ale bluza jest ciemna, więc nie widać. Z podniesioną głową wyjdę z domu w spodniach dresowych, które czasem są piżamą, czasem strojem na siłownię, a czasem ubiorem do jedzenia pizzy.
NIE PODDAM SIĘ PRESJI przemysłu modowego, który próbuje mi wmówić, że wystarczy, że zarzucę sobie sweterek na ramiona, jakbym należała do klubu golfowego na Centralnej Florydzie, ZROBIĘ WSZYSTKO, ABY NARESZCIE OMINĘŁY MNIE nierealne wyobrażenia o tym, jak można wyglądać jesienią.
Do następnej wypłaty.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.