
Dwa tygodnie temu pisaliśmy o oazie dla młodzieży, podczas której księża wiązali podopiecznym ręce, aby ci poczuli się "jak Jezus w niewoli". Organizacja Biuro Obrony Praw Dziecka zawiadomiła organy ścigania o możliwym znęcaniu się nad dziećmi. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł stwierdził jednak, że to dyskryminacja i sam złożył swoje zawiadomienie do prokuratury.
REKLAMA
– Te zarzuty to w rzeczywistości dyskryminowanie wiernych, a także odzieranie z godności uczestników i organizatorów oazy – mówił WICEMINISTER SPRAWIEDLIWOŚCI.
W oświadczeniu Ministerstwa Sprawiedliwości napisano z kolei:
"Tradycja katolicka od wieków wprowadza liczne obrzędy i praktyki o charakterze symbolicznym. Są wśród nich towarzyszące modlitwie i refleksji nad prawdami wiary inscenizacje teatralne w formie pantomim – część ruchu oazowego. Polegają one m.in. na dobrowolnym wiązaniu rąk uczestnikom spotkania, co ma symbolicznie obrazować więzy grzechu, ograniczające swobodę człowieka.
Uznanie praktyk religijnych za praktyki kryminalne wywiera też bardzo zły wpływ na psychikę dzieci. Wytwarza wśród nich i ich rodziców poczucie lęku. Rodzice obawiać się mogą bowiem, że będą pociągnięci do odpowiedzialności za udział w legalnych, szanowanych praktykach religijnych".
Tak, bo przecież dokładnie o to tu chodziło: o legalne, szanowane i zupełnie nieszkodliwe praktyki religijne przeprowadzane za świadomą zgodą pełnoletnich uczestników.
Nie o narażanie na utratę zdrowia lub życia DZIECI dostosowujących się do poleceń opiekunów przy jednoczesnym przyjmowaniu upokorzeń związanych m.in. z brakiem możliwości samodzielnego korzystania z toalety.
Prawda, panie wiceministrze? Czy coś źle zrozumieliśmy?
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
