
- Otwórzcie oczy, włączcie myślenie - zaapelował dorsz, z którym rozmawiał reporter TVP Info. Dziennikarz dotarł do starego dorsza, który uspokaja Polaków. Dorsz nigdy nie widział ani jednego szczupaka, okonia czy suma, który zmarł z powodu zatrucia. Nie zna też żadnego bobra, który ciężko przeszedłby kontakt z chemikaliami.
Od pojawienia się przedziwnej teorii o "zatruciu" Odry mija już kolejny tydzień.
Lewicowe media z każdej strony atakują nas posępnymi statystykami, jakoby z rzeki wyłowiono już 100 ton martwych ryb.
Ale jaka jest prawda? Próbował ustalić to pracownik TVP Info podczas pobytu nad Bałtykiem.
- Odsłońcie skrzela, oswobodźcie linię boczną - zachęcia dorsz, którego przypadkiem spotkał reporter TVP Info nad Bałtykiem. - Pływam w wodach od 15 lat i nigdy w życiu nie spotkałem ani jednej ryby, która zatrułaby się jakąkolwiek substancją.
Zdaniem dorsza, sytuacja jest całkowicie normalna. Nic złego w wodzie się nie dzieje. Nie widział ani jednego bobra czy ptaka, który ciężko przeszedłby zatrucie, nie mówiąc o śmierci. Przekonuje, że sam moczy się w wodzie bez przerwy i nie czuje żadnych dolegliwości. - Jeżeli jakiś okoń czy ukleja choruje, to pewnie przez zwykłe sinice. A taka choroba to sama przyjemność, można poleżeć do góry brzuchem i odpocząć kilka dni - przekonuje dorsz.
Dorsz uspokaja, że teoria o "skażeniu" to tylko wymysł Polskiego Związku Wędkarskiego, który próbuje odstraszyć od wód turystów, by nie przeszkadzali im w połowie. Ryba jest jednak otwarta na inne poglądy i ma cenną radę dla wszystkich, którzy obawiają się zatrucia.
- Warto za młodu napić się wody z rtęcią, by przechorować i mieć już z głowy - zachęca.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
