
W poszukiwaniu egzotycznych przypraw nie bał się zapuścić w nieznane wcześniej zakątki świata. Mowa o 28-letnim Marcinie, który dokonał niewyobrażalnego: poszedł do supermarketu, w którym nigdy wcześniej nie był, i w gąszczu obcych półek i przedziwnych działów odnalazł pieprz oraz gałkę muszkatołową.
Ta wyprawa była skazana na niepowodzenie. Marcin poczuł jednak zew przygody: po drodze z pracy zatrzymał się w sklepie, w którym wcześniej nie postawił stopy.
Trasa wyprawy śmiałka wiodła przez przedziwnie ułożone działy. Sklep zaczynał się ni z tego z ni z owego od nabiału: zamiast od pieczywa czy warzyw, jak w znanych człowiekowi supermarketach.
Wraz z każdą półką było coraz dziwniej. Cuda, jakie tam widział, nie śniły się żadnemu klientowi dyskontów.
Marcin widział półki z wodą mineralną wetknięte jak gdyby nigdy nic między ciastka a chemię gospodarczą. Widział towary inne niż marek własnych. Sery, których nazw nawet nie wymówi. Chipsy w tak fantazyjnych kształtach, że żaden z domowników by mu nie uwierzył.
I gdy był już pewien, że oto zagubił się pośrodku gniewnego sklepu, a sztorm konsumpcjonizmu zepchnął go na dział mrożonek, na horyzoncie zjawił się jak latarnia morska pracownik sklepu i poprowadził go prosto do półek, gdzie gatunków i marek pieprzu było tyle, ile jeszcze Marcin nie widział.
Na wszelki wypadek 28-latek kupił opakowanie rodzinne. Nie wiadomo, czy i kiedy uda mu się znowu trafić w to cudowne miejsce.
Teraz pozostaje tylko czekać na szczęśliwy powrót Marcina do domu. A jest coraz bliżej: po raz ostatni widziano go na drodze do kasy dwa tygodnie temu, między warzywami a sektorem garnków.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
