Fot. ASZdziennik

To jest wstęp do newsa z polskiego portalu o paragonie grozy z restauracji nad Bałtykiem. A to wzmianka o wakacjach i inflacji. Teraz pojawi się informacja, że Polacy pokazują w internecie paragony z restauracji. Obowiązkowe słowa: "dorsz", "gofr", "frużelina" lub "piwo". Ta część newsa kończy się zdaniem, że internauci łapią się za głowy.

REKLAMA

Tu znajdziesz akapit z laniem wody o tym, że zaczyna się sezon wakacyjny, lato, pogoda, wyjazdy i tak dalej. Przeczytasz, że ceny nad Bałtykiem zawsze były wysokie, ale teraz Polacy liczą każdą złotówkę. "Ustka", "Władysławowo", "Mielno", "Łeba" - to tylko niektóre z miejscowości, których nazwy znajdziesz w tej części newsa.

Czas na wprowadzenie postaci. To miejsce, w którym pojawia się tweet z trzema lajkami, który był inspiracją do całego tekstu i napisania clickbaitowego nagłówka.

Tutaj będzie screen z Twittera ze zdjęciem paragonu, który zamieścił oburzony turysta znad morza. Na pierwszym planie zdjęcia widać sam paragon, a na drugim pozostałości po obiedzie (kilka ości, resztka surówki z marchwi, jedna przypalona frytka, sztućce, trochę rozmazanego sosu), gofrze (okruszki, ślady po bitej śmietanie, jedna borówka amerykańska) lub dwie szklanki zamówionego piwa (jeszcze niedopite).

W tym miejscu znajdziesz przepisaną treść całego tweeta oraz wzmiankę, że wpis wywował falę komentarzy w internecie. Fala zaczyna się od dwóch komentarzy.

Teraz czas na rzetelne przedstwienie wszystkich stron konfliktu.

Najpierw: komentarz jednej oburzonej osoby, że: to skandal, że nieuczciwi restauratorzy zdzierają z rodaków, albo że to wina PiS/PO/Lewicy, że autor w życiu nad polskie morze nie pojedzie, że w Turcji i Egipci płacił taniej.

Teraz czas na wzmiankę, że są też Polacy, którzy nie dzwią się wysokim cenom.

Tutaj skopiuj i wklej ten drugi komentarz, którego autor zaleca zrezygnowanie wakacji, jeżeli kogoś nie stać na obiad.

Warto też znaleźć opinię, że zdjęcie jest zmanipulowane lub że autor wpisu jest nieudacznikiem i stołuje się w najdroższych restauracjach zamiast znaleźć tańszy lokal. W cenie jest też rada, że jeżeli ktoś nie chce płacić, to może przecież usmażyć sobie pangę w domu, a w sklepie dokupić dwa Harnasie.

Czas na background, czyli skopiowane z innego newsa wzmianki o inflacji, cenach paliwa i żywności.

Tutaj artykuł kończy się, a czytelnicy zostają z wrażeniem, że bezpowrotnie stracili 1,5 minuty życia. Warto było zostać dziennikarzem.

To jest ASZdziennik, ale to prawda.