Fot. 123rf.com

Nowa moda? Coraz większą popularnością wśród osób między 25. a 45. rokiem życia cieszy się odkładanie płatności za domowe rachunki na ostatnią chwilę. Jak mówią wielbiciele tej aktywności, takie balansowanie na granicy kontroli nad własnym życiem zapewnia im regularny zastrzyk adrenaliny w monotonnej i przewidywalnej codzienności.

REKLAMA

– Sama nie wiem, dlaczego to robię – wyznaje 37-letnia grodziszczanka Magda. – Może to kwestia prokrastynacji, bo przecież jestem świadoma, że już czas zrobić przelew? A może jakaś część mnie lubi ten dreszczyk emocji, który towarzyszy niepewności, czy właśnie dziś odłączą mi internet? Trudno powiedzieć.

Podobne odczucia ma amator późnych płatności, 44-letni Marek z Olsztyna.

– No w sumie mógłbym za wszystko zapłacić, jak tylko dostanę przelew z pracy, ale mam w sobie jakąś żyłkę do ryzyka. W lotka nie gram, do kasyn też nie chadzam, bo za dużo tam zależy od szczęścia – tłumaczy mężczyzna. – Z rachunkami jest inaczej, bo jeżeli odetną mi prąd, mogę winić tylko siebie.

Psychologowie potwierdzają, że nieregularne uiszczanie płatności za regularne usługi jest bezpośrednio związane z patologiczną potrzebą wyzbycia się kontroli i można je porównać do dobrowolnego rzucenia się w ciemną przepaść bez zabezpieczenia.

Rachunkowi prokrastynatorzy jednak nie dostrzegają w tym znamion autosabotażu.

– To nie tak, że chcę, żeby wyłączyli mi prąd – mówi Marek. – Po prostu czasem nie jestem w nastroju na zrobienie przelewu i myślę sobie, że co będzie, to będzie. Czy nie na tym właśnie polega życie? – pyta.

I w sumie chyba ma rację.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.