
Ponad 2 tysiące matek oraz ojców chrzestnych założyło tzw. "miasteczko komunijne" pod Sejmem - poinformowało stowarzyszenie "Ani Jednego Chrześniaka Więcej", zrzeszające ofiary chrztów i pierwszych komunii. Protestujący domagają się rządowego wsparcia finansowego i rekompensat za pieniądze utracone w kopertach.
Na wiecu przemawiała do tłumu liderka organizacji, 27-letnia Agnieszka z Przasnysza.
Poszkodowana kobieta opowiedziała, że do dziś odczuwa skutki nieprzemyślanej decyzji o podaniu do chrztu dziecka znajomych 9 lat temu.
- Miałam wtedy 18 lat i czuję się oszukana. W maju 2013 roku inflacja wynosiła 0,5 procent. Wszyscy mnie zachęcali. Idź, weź, podaj, co ci szkodzi. Nikt nie mówił, co będzie za 9 lat. Wszyscy milczeli o cenach i dostępności Xboksów i Plejaków w 2022 roku - krzyczała przez megafon Agnieszka.
W obliczu cen wynajmu mieszkań i podstawowych produktów spożywczych, komunie mogą wywołać u rodziców chrzestnych finansowy kryzys na najbliższe kilka lat.
Ofiar sakramentu jest więcej. Jak przyznają demonstrujące matki, bez wsparcia rządowego nie udźwigną społecznej presji na 1000-złotowe koperty, elektryczne hulajnogi i konsole do gier. W razie braku porozumienia grożą umieszczeniem w kopertach zwykłych kartek z życzeniami.
Do protestu dołączyły kandydatki na matki chrzestne.
Zapowiedziały już, że jeśli rząd nie spełni ich postulatów, zrezygnują z podawania dzieci do chrztu. Jeżeli dojdzie do czarnego scenariusza, liczba nowych chrześcijan w Polsce spadnie w ciągu kilku lat o ponad 30 proc.
Z nieoficjalnych doniesień wynika, że rząd gotowy jest na najgorsze, a policja zwiera szyki i szykuje armatki wodne. W razie realnego bojkotu chrztów, użyją na dzieciach wody święconej.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
