
Gdy słońce przygrzewa coraz mocniej, a wiatr wwiewa do nozdrzy aromat kwitnących krzewów, wielu mieszkańców stolicy już szykuje koce na upojne wieczory nad brzegiem Wisły. Rozkoszny wiosenny zew czuje już także 30-letni warszawiak Marek, strażnik miejski.
Podczas gdy zimowe miesiące wypełniają mu głównie mróz, źle zaparkowane samochody i nastolatki przebiegające na czerwonym, wiosna niesie ze sobą nadzieję na nowe przygody.
- Piękne zachody słońca, nowe znajomości - zachwala nadrzeczne swawole Marek, który w ciepłe noce na Bulwarach Wiślanych przez długie godziny z radością przenosi się od grupki do grupki. 30-latek chętnie inicjuje kontakt nawet z nieznajomymi.
- Wywęszę każdą imprezę - uśmiecha się towarzyski Marek. Jak potwierdzają koledzy z pracy, mężczyzna istotnie ma wrażliwy nos i pierwszy potrafi wyczuć aromat marihuany.
Jak mówi 30-latek, obawiał się, że po tym, jak w czasie pandemii na Bulwarach Wiślanych zakazano picia, liberalny Ratusz w tym roku jednak przywróci stare przepisy pozwalające na spożywanie alkoholu. Na szczęście - m.in. dzięki miłującym spokój deweloperom z Powiśla, którym imprezowicze znad Wisły obniżali wartość inwestycji - tak się nie stało.
Dziś Marek już wie, że tej wiosny z całą mocą rzuci się w wir zabaw nad rzeką. Filuternie rozpinając guzik munduru, posyła wam wszystkim nadwiślańskie pozdrowienie:
- YOLO i ahoj, przygodo.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone, ale nad Wisłą naprawdę nie można już pić alko.
