
Bazylowi nie jest łatwo. Choć szukał już wszędzie, nadal nie może znaleźć idealnego miejsca na zrobienie kupy, a minęło już 20 minut.
REKLAMA
Opiekun Bazyla, Artur, też nie pomaga, ostentacyjnie pokazując swoje zniecierpliwienie i ciągle poganiając 4-letniego retrievera. Tak jakby to była jego wina, że nigdzie nie ma toalety.
– Już kilka razy myślałem, że znalazłem idealne miejsce, ale szybko okazywało się, że coś jest z nim nie tak – tłumaczy Bazyl. – Jeden ustronny zakątek w ogóle nie pachniał, więc od razu go odrzuciłem. Drugi był już zaklepany przez Roxy z ulicy obok, co poczułem dopiero po głębszej inspekcji. W kolejnym miejscu krzaki właziły mi w oczy, a tak się przecież nie da zrelaksować.
Bazyl zapewnia, że nie ma wysokich wymagań. Aromatyczne miejsce pachnące toaletą, ale nie naznaczone jako własność prywatna, w którym można wygodnie przycupnąć w kierunku północnym lub południowym, bez niepotrzebnych rozpraszaczy.
– Do tego miło by było, gdyby toaleta była miejscem nieznanym morderczym hulajnogom czy rowerom, bo choć Artur stoi wtedy na warcie i w jakimś stopniu mnie chroni, w tej kwestii jest całkowicie bezużyteczny. Podejrzewam, że nie uświadamia sobie nawet zagrożenia, jakie ze sobą niosą te pojawiające się znikąd potwory.
Bazyl nie wie, czy tym razem uda mu się znaleźć fragment trawnika lub choćby skrawek chodnika, na którym będzie w stanie zaspokoić swoją najpilniejszą potrzebę fizjologiczną.
Może jeżeli pójdą z Arturem do domu, a zaraz potem znów na dwór, nowe toalety będą już dostępne.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
