
Wygląda na to, że film "Bo we mnie jest seks" może nie doczekać się nawet kinowej premiery – wokół biografii wybuchł bowiem skandal godny jej głównej bohaterki. Wszystko za sprawą pomyłki, do której doszło w trakcie rozmów pomiędzy producentami: zaangażowana w koprodukcję Telewizja Polska zakładała bowiem, że tytuł filmu będzie brzmiał "Bo chętnie jem keks".
REKLAMA
Pomyłka wyszła na jaw zaledwie dwa tygodnie przed planowaną premierą, kiedy na antenie TVP Danuta Holecka odczytała z telepromptera materiał o filmowej biografii Kaliny Jędrusik. Choć prowadząca Wiadomości starała się zachować profesjonalizm, reszta ekipy telewizyjnej od razu wiedziała, że coś jest nie tak.
– Byliśmy w szoku – zdradza ASZdziennikowi członek zespołu Wiadomości, który woli pozostać anonimowy. – Zwykle na antenie unikamy kontrowersyjnych tematów, które mogłyby urazić wrażliwość naszych widzów. Postać pani Jędrusik i wartości, które sobą reprezentowała, nie należą do kwestii, które pochwalamy – tłumaczy.
Okazało się, że w początkowych fazach preprodukcji musiało dojść do nieporozumienia. Producenci z Telewizji Polskiej byli przekonani, że tytuł filmu będzie brzmiał "Bo chętnie jem keks". Jak wyjaśniają, większość rozmów dotyczących produkcji miała miejsce przez telefon lub przez konferencję online, niewykluczone więc, że ktoś coś źle zrozumiał.
W telewizyjnych kuluarach krążą też plotki, że koproducenci z TVP nie czytali scenariusza filmu, lecz jedynie założyli, że przedstawiona im oferta współpracy dotyczy wspierającej tradycyjne wartości zwariowanej komedii dla całej rodziny.
– Coś jak serial "Palce lizać", ale osadzony w latach 60. – powiedział nam jeden z pracowników.
Los filmu nie jest jeszcze przesądzony, a skandal na pewno przyciągnąłby do kin rzesze widzów. Pozostaje nam czekać na oficjalne oświadczenie ze strony producentów. Decyzja o tym, czy dojdzie do premiery, ma zostać podjęta do końca przyszłego tygodnia.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
